- Polska przegrała ze Szwecją 3:1 w meczu dywizji B Ligi Narodów UEFA.
- Robert Lewandowski rozpoczął to spotkanie na ławce, a na boisku pojawił się dopiero w 88. minucie.
- "Lewy" był ostatnią zmianą Jana Urbana i dostał od trenera zaledwie 5 min już przy wyniku 3:1.
Szwecja - Polska: Jan Urban wpuścił Roberta Lewandowskiego w 88. minucie
Robert Lewandowski był jednym z najsłabszych piłkarzy piątkowego meczu z Bośnią i Hercegowiną (0:0) i jego nieobecność w wyjściowym składzie na Szwecję była realnie rozważana. Mimo to, decyzja trenera o pozostawieniu kapitana i najlepszego strzelca reprezentacji na ławce zawsze budzi emocje. Zwłaszcza gdy jego kolegom na boisku nie idzie wcale dużo lepiej, a wynik ucieka. Jednak w pierwszym odruchu selekcjoner Jan Urban po golu na 3:1 dla Szwecji nie sięgnął po Lewandowskiego, przeprowadzając od razu potrójną zmianę.
Zobacz też: Znów bolesna porażka w Szwecji. Na koniec zadziwiająca decyzja Jana Urbana
Najpierw trener postanowił wprowadzić Kacpra Urbańskiego, Karola Świderskiego i Michała Skórasia za Piotra Zielińskiego (zastępującego "Lewego" w roli kapitana), Matty'ego Casha i Sebastiana Szymańskiego. Jeszcze wcześniej Przemysław Frankowski zmienił Tymoteusza Puchacza, ale te zmiany nie odmieniły losów meczu. Z upływem minut wydawało się, że Biało-Czerwoni zagrają po prostu całe spotkanie bez swojego lidera - i nagle zmieniło się to w samej końcówce.
Komentujący mecz w TVP Jacek Laskowski i Robert Podoliński dziwili się, gdy na 5 minut przed końcem regulaminowego czasu gry zobaczyli Lewandowskiego szykującego się do wejścia na boisko. Ostatecznie napastnik Chicago Fire wszedł na murawę w 88. minucie, zaliczając z doliczonym czasem zaledwie 5-minutowy występ. W tym czasie trudno było wierzyć, że zdoła odmienić losy meczu, ale zdążył zarobić niepotrzebną żółtą kartkę za oddanie strzału po gwizdku sędziego.