- Michał Cieślak, jeden z zaledwie sześciu polskich mistrzów świata WBC, bez ogródek opowiada o kulisach zawodowego boksu, nazywając go "bagnem".
- Mimo spełnienia marzeń o pasie mistrzowskim, pięściarz otwarcie mówi o emocjach związanych z walkami i swoim podejściu do nadchodzącej "wojny" z Davidem Benavidezem.
- Odkryj szczere wyznania mistrza o blaskach i cieniach kariery, dowiedz się, co go napędza i jak przygotowuje się do najważniejszego starcia w ringu!
Pas mistrzowski i głód ringu
„Super Express”: - Zdobyłeś pas mistrza świata WBC. Jakie emocje budzi w tobie to trofeum?
Michał Cieślak: - To spełnienie marzeń, spełnienie tego, na co pracowałem całe życie. Jak sobie przypomnę emocje po walce z Pascalem, to jest coś nie do opisania. To trzeba przeżyć, żeby zrozumieć.
- Dowiedziałeś się o tym o północy. Jak wyglądała tamta noc?
- Noc była oczywiście nieprzespana. Informację przesłał mi Jacek Szafrański z grupy KnockOut Promotions. Moja żona trochę popłakała ze szczęścia. Ja o ósmej trzydzieści byłem już na treningu, więc bez zmian. Mam z tyłu głowy, że wciąż mam coś do udowodnienia sobie, kibicom i ludziom wokół.
Przeczytaj także: Polak mistrzem świata w boksie! W nocy przyszły wspaniałe wiadomości, okoliczności jednak szokują
- Jesteś szóstym Polakiem z zawodowym mistrzostwem świata. To spina twoją historię w całość?
- Tak, dokładnie. Ten pas jest klamrą, która wszystko spięła. Jestem sportowcem spełnionym. Do pełni szczęścia brakuje mi już tylko pięknej walki z Benavidezem i zwycięstwa.
- Po walce z Pascalem miałeś ponad rok przerwy. Czujesz w sobie wilka, który chce już wrócić do ringu?
- Tak, już bym chciał jak najszybciej zaczynać sparingi, ale musieliśmy trochę zwolnić. Przygotowywałem się już do walki z Opetaią, byłem w cyklu, ale walka z Benavidezem jest 12 grudnia, więc mamy jeszcze prawie trzy miesiące. Forma musi przyjść na ten konkretny dzień. Oddaję się w ręce trenerów, oni wiedzą, co robią.
"Pójdę na wojnę z Benavidezem"
- Przed tobą starcie z Davidem Benavidezem. To pięściarz z absolutnego topu, szybki, zadający mnóstwo ciosów. Jaki masz na niego sposób?
- Będę miał swój sposób, zobaczycie 12 grudnia. Nie będę zdradzał szczegółów.
- Powiedziałeś wprost, że go „połamiesz”. Skąd taka pewność siebie?
- A jaki mam być inny? Nie ma innej opcji. Wiesz, jak on boksuje – jest bardzo agresywny. Nie mogę mu dać na to miejsca. Jak on pójdzie do przodu, ja też pójdę do przodu. To będzie piękna walka. Zobaczymy, kto wytrzyma to tempo i przyjęte ciosy, bo nie ukrywajmy – trzeba będzie dużo przyjąć i przecierpieć, żeby wygrać.
Zobacz też: Tyson Fury - Anthony Joshua: Wszystko ustalone! Walka już potwierdzona
- Myślisz, że on może cię zlekceważyć? Pomyśleć: „jestem piąty w rankingu bez podziału na kategorie, a to jakiś Polak”?
- Może tak sobie pomyśleć. Mnie tak naprawdę nie interesuje, co on myśli. Skupiam się na sobie i moim sztabie. Mam wyjść do walki w najlepszej możliwej formie i to jest najważniejsze.
Świat boksu to bagno?
- Jesteś w tym sporcie od lat. Czy świat zawodowego boksu to bagno?
- Troszkę tak. Zależy, kto gdzie jest i na jakim etapie. Gdy zaczynałem jako małolat, wyobrażałem to sobie inaczej. Walka o pas WBC na pewno nie kojarzyła mi się z tym, co działo się w Kongo (wyjazd na walkę z Makabu – red.). Tamten skracany i wydłużany czas rund, cała ta otoczka… Mój pogląd na federacje już wtedy trochę się załamał, a dziś tym bardziej.
- Więcej zależy dziś od układów niż od umiejętności?
- Myślę, że to idzie jedno z drugim, ale jak widzimy, nie do końca. Trzeba mieć trochę szczęścia. Na szczęście dla mnie to słoneczko w końcu wyszło zza chmur, pas jest i teraz wszystko zależy już ode mnie. Jest walka i to jest najważniejsze.
Bolesne porażki i chwila słabości
- Dwie jedyne porażki w karierze – z Makabu i Okolim – poniosłeś na punkty. Jak je zniosłeś?
- Porażki znoszę bardzo ciężko. Po nich nie wychodziłem do sklepu, nie chodziłem po mieście, bo po prostu się wstydziłem. Co ciekawe, schodząc z ringu po walce z Makabu, czułem, że dałem dobrą walkę, na którą czekałem. On się ze mną bił, była wymiana. Gorzej przeżyłem walkę z Okolim, bo czułem, że przeszła gdzieś obok mnie.
- W 2016 roku po walce z Ismailem Sillachem w twoim organizmie wykryto niedozwolone substancje. Wstydzisz się tego dzisiaj?
- Myślę, że już nie. Odpokutowałem, zapłaciłem za to. Po każdej walce byłem badany, ostatnio miałem niezapowiedzianą wizytę z WBC. Pokazałem, że można bez tego. To była chwila głupoty. Czy bym dzisiaj przeprosił? Myślę, że już nawet nie. To moja sprawa i moja głupota. To mi nic nie dało, a wręcz zaszkodziło. Nic nie zastąpi ciężkiej pracy.
- Co po karierze? Wielu pięściarzy idzie do MMA.
- Wyobrażam to sobie. Zobaczymy, jak się życie poukłada. Układam już swoje strefy biznesowe, żeby nie zostać z niczym. Budujemy jeden dom, zaraz zaczynamy drugi na sprzedaż. Jestem zabezpieczony i mam co robić.
Rozmawiał Przemysław Ofiara