Przemysław Saleta przebywa obecnie w szpitalu, a doniesienia dotyczące jego zdrowia zaniepokoiły fanów. Latem stan jego zdrowia uległ pogorszeniu, co skłoniło go do przygotowań do ewentualnego przeszczepu nerki.
– Michał Skiba: Nie wiem, czy pan zdaje sobie sprawę, ale powstało sporo zamieszania po Pana rozmowie z "Interią". Kibice się martwią.
– Przemysław Saleta: Tak, jestem w szpitalu na badaniach, ale tak szczerze mówiąc, to nie ma co panikować. Po prostu sytuacja jest taka, że rzeczywiście będę potrzebował nerki i tyle. Mam tą świadomość mam od pięciu lat, więc nie jest to żadne zaskoczenie i nie ma co bić na alarm.
– Urzekł Pan cały kraj, gdy prawie 20 lat temu oddawał nerkę swojej córce. Nic dziwnego, że kibice piszą do Pana.
– A dostaję od ludzi dużo wsparcia, za co oczywiście bardzo dziękuję. To super sprawa. Dostaję nawet propozycję... oddania swojej nerki. Nie jest to jednak takie proste. Ludzie rzeczywiście wyrażają sympatię i wsparcie. Także no co mogę więcej powiedzieć? Jest mi bardzo miło.
Przemysław Saleta zagrał na skrzypcach w redakcji "Super Expressu" [ZDJĘCIA]
– W trakcie tych pięciu lat świadomości, że potrzebna jest nerka – miał Pan momenty, gdy zdrowie doskwierało?
– Tak szczerze powiedziawszy to, że ta nerka się w ostatnim czasie popsuła, to wiem tylko i wyłącznie z badań, bo ja tego w żaden sposób nie odczuwam. U mnie nic się nie zmieniło. No nie odczuwałem tego 5 lat temu. Nie odczuwam teraz, ale badania pokazują, że coś tam się dzieje i stąd świadomość potrzeby przeszczepu. Robię wszystkie badania do przeszczepu, bo tak właściwie im krótsze dializy tym lepiej. To oczywiście przygotowanie do przeszczepu. Pewne rzeczy trzeba "odhaczyć", żeby wejść na listę oczekujących. I musi się pojawić nerka, która pasuje... To nie jest takie proste, ale chcę by to udało się załatwić jak najszybciej.
– Czy boks wystawia kolejny rachunek po wielu latach, czy przesadzam?
– Chyba nie w tym przypadku... Boks wystawia oczywiście wystawia rachunki, jak każdy zawód - niesie ze sobą "choroby zawodowe". Jeśli ja miałbym jakieś dogelgliwości łączyć z boksem, to raczej stare kntuzje barków. One dokuczają, ograniczają. Natomiast jak się coś kocha robić, to też jest się gotowym płacić za to cenę. I tak jest właściwie to w każdym zawodzie.
– A przychodzi zmęczenie?
– Nie czuję jakiegoś zmęczenia. Tak naprawdę dializy są w moim zyciu od 20 lat i tematy dotyczące przeszczepów nerki od momentu, kiedy się dowiedziałem o chorobie córki. Od 15 lat robiłem "bieg po nowe życie". Widziałem setki ludzi po przeszczepie, tysiące ludzi, którzy się dializują i znam temat. Z natury jestem spokojny i analityczny i nie ulegam emocjom. Mam wsparcie w postaci wiedzy [lekarzy], więc po prostu nie panikuję. Po prostu robię to, co muszę robić i już.