Jan Tomaszewski grzmi po klęsce ze Szwecją: "Kpina! Lewandowski został poniżony!"

Reprezentacja Polski przegrała w Solnie ze Szwecją 1:3 w meczu Ligi Narodów, a gra biało-czerwonych, zwłaszcza w defensywie, pozostawiła wiele do życzenia. W pomeczowej analizie legendarny bramkarz Jan Tomaszewski nie zostawił na kadrze suchej nitki. W swoim stylu grzmiał na temat decyzji selekcjonera Jana Urbana, nazywając późne wejście Roberta Lewandowskiego "poniżeniem" i sugerując, że prezes PZPN powinien rozważyć zmianę sztabu szkoleniowego.

Jan Tomaszewski i Robert Lewandowski. O krytyce po meczu ze Szwecją przeczytasz na SE Supersport.
Autor: Tomasz Radzik/Super Express & Papara 17/Super Express Tomaszewski & Lewandowski
  • Po dotkliwej porażce ze Szwecją, legendarny Jan Tomaszewski bezlitośnie ocenia grę reprezentacji Polski, grzmiąc na temat fatalnej defensywy i chaosu taktycznego.
  • Ostro krytykuje decyzje selekcjonera, nazywając późne wejście Roberta Lewandowskiego "poniżeniem" i stawia kluczowe pytanie o przyszłość kadry.
  • Sprawdź, dlaczego legenda polskiej piłki pyta "Czy leci z nami pilot?!" i co jego zdaniem powinien zrobić prezes PZPN, by ratować sytuację.

"Dziurawa obrona i wielbłądy". Tomaszewski wskazuje winnych

Reprezentacja Polski pojechała do Szwecji z nadzieją na przełamanie po bezbramkowym remisie z Bośnią i Hercegowiną. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Porażka 1:3 obnażyła wszystkie słabości naszej kadry, a szczególnie formacji defensywnej. Jan Tomaszewski wprost ocenił grę obronną, która jego zdaniem była główną przyczyną porażki.

- Obrona była dziurawa jak ser szwajcarski. Przy drugiej i trzeciej bramce trzeba winić naszą defensywę, a przede wszystkim Wiśniewskiego i bramkarza. Wydaje mi się, że te gole powinny być zlikwidowane właśnie przez Marcina Bułkę - analizował Tomaszewski, dodając, że błędy Polaków były katastrofalne. - To nie są błędy, to są wielbłądy. Przecież Wiśniewski miał kryć Gyokeresa. Dlaczego on się cofnął, a Bułka nie wyszedł? Gol padł z dwóch metrów.

Były bramkarz podkreślił, że Polacy sami są sobie winni, bo nie potrafili wykorzystać słabości rywala w pierwszej połowie.

- Jak się nie chce wygrać, to trzeba przegrać. W pierwszej połowie powinniśmy prowadzić 2:1, może nawet 3:1 i byłoby po meczu. Szwedzi to nie jest jakiś wielki zespół, to tacy drwale, którzy nie grają finezyjnej piłki - stwierdził.

Przeczytaj także: Oskar Pietuszewski wezwany w trybie awaryjnym. A potem zaskakująca decyzja Jana Urbana!

"To czeski film!". Tomaszewski żąda reakcji prezesa

Najwięcej gorzkich słów Jan Tomaszewski skierował pod adresem selekcjonera Jana Urbana i jego sztabu. Były reprezentant Polski nie mógł zrozumieć decyzji personalnych i taktycznych, które zapadły przed i w trakcie meczu.

- Jak to jest możliwe, że sztab szkoleniowy po roku pracy z drużyną dokonuje pięciu zmian w składzie po jednym meczu? To znaczy, że nie trafiono ze składem. Tłumaczenie, że Szwedzi zrobili cztery zmiany? Guzik mnie to obchodzi! Kto wygrał mecz? Szwecja - grzmiał Tomaszewski.

Jego zdaniem chaos w kadrze jest porażający, a ciągłe zmiany taktyki i brak stabilizacji prowadzą donikąd.

- Raz gramy czwórką w obronie, trzy dni później trójką. O co tu chodzi? Czeski film, nikt nic nie wie - ironizował.

Zobacz też: Znów bolesna porażka w Szwecji. Na koniec zadziwiająca decyzja Jana Urbana

Legenda polskiej piłki uważa, że z taką grą spadek do niższej dywizji jest realnym zagrożeniem, a prezes PZPN Cezary Kulesza powinien poważnie zastanowić się nad przyszłością obecnego sztabu.

- Prezes Kulesza będzie się musiał pogłowić, co zrobić z tym fantem. Powinien zastanowić się, czy po następnych dwóch meczach nie zmienić sztabu szkoleniowego. Z taką grą nie mamy co liczyć na finały Mistrzostw Europy - uważa Tomaszewski.

"Poniżenie Roberta Lewandowskiego". Legenda nie ma wątpliwości

Osobnym tematem, który wzbudził furię Jana Tomaszewskiego, było potraktowanie Roberta Lewandowskiego. Kapitan reprezentacji wszedł na boisko dopiero w 89. minucie, gdy losy meczu były już praktycznie rozstrzygnięte.

- Dla mnie to jest poniżenie Roberta, jak selekcjoner go wpuścił w 89. minucie. Po co on w ogóle wszedł? To mógł nie wchodzić. Robert musiał wejść na boisko wtedy, kiedy przegrywaliśmy 1:2, czyli w 63. minucie, na podmęczonego przeciwnika - tłumaczył Tomaszewski.

Były bramkarz jest przekonany, że obecność Lewandowskiego we wcześniejszej fazie meczu mogłaby odmienić jego losy.

- Gdyby on miał te sytuacje, które mieli Szymański, Cash czy Zieliński, to jestem przekonany, że by to strzelił. Jego rolą jest wejście w 60. minucie na podmęczonego rywala - mówił.

Zobacz też: Mecz Szwecja - Polska przerwany! Sędzia musiał nagle zatrzymać grę. Powodem polscy kibice!

Tomaszewski skrytykował również decyzję o odesłaniu na trybuny Oskara Pietuszewskiego, młodego talentu, który jego zdaniem również powinien dostać szansę.

- Po jaką cholerę był ściągnięty Pietuszewski? Żeby usiąść na trybunach? To równie dobrze mógł oglądać ten mecz w Portugalii. On z Robertem powinien wejść przy stanie 1:2 - zakończył legendarny bramkarz.

QUIZ. Imiona piłkarzy reprezentacji Polski. Lewandowski, Kiwior, Bułka, Bednarek i inni. Dopasuj imię do gracza
Pytanie 1 z 20
Zieliński ma na imię: