- Sześciokrotny mistrz świata Bartosz Zmarzlik, przed decydującą rundą Grand Prix, wyznaje, że jego apetyt na kolejne trofea jest nienasycony.
- Mimo zaciętej walki z Bradym Kurtzem i ogromnej presji, Zmarzlik otwarcie mówi, jak sam zbudował oczekiwania kibiców.
- Dowiedz się, co mistrz sądzi o bezpieczeństwie na torach i dlaczego uważa, że rozmowy z zawodnikami są kluczowe dla przyszłości żużla.
Apetyt rośnie w miarę jedzenia
Pytanie, czy sześciokrotny mistrz świata wciąż ma ochotę na siódmy tytuł, wydaje się retoryczne. Bartosz Zmarzlik, zapytany o swój apetyt na kolejne sukcesy, używa prostego, ale niezwykle trafnego porównania.
- Jak coś smakuje, to chcesz tego więcej - uważa Bartosz Zmarzlik w rozmowie z „Super Expressem”.
Przeczytaj także: Tak odpicowanego Bartosza Zmarzlika jeszcze nie widzieliśmy! Zupełnie inny facet w tłumie gwiazd
Tegoroczny cykl Grand Prix pokazuje jednak, że o kolejne "danie" nie będzie łatwo. Twarda walka z liderem klasyfikacji generalnej, Bradym Kurtzem, trwa od początku sezonu. Mimo to mistrz nie szuka wymówek i podkreśla, że zdobywanie laurów na najwyższym poziomie to zawsze ogromne wyzwanie.
- Kiedy było łatwo? Nigdy nie jest łatwo, walcząc o mistrzostwo świata - zauważa.
Od marzeń chłopca do presji mistrza
Pasja do żużla narodziła się u niego z dziecięcej miłości do sportu i rywalizacji. Archiwalne nagrania, na których mały Bartek odważnie deklarował chęć zdobycia mistrzostwa świata, dziś nabierają szczególnego znaczenia. Jak sam przyznaje, słowa "mistrz świata" rozpalały jego wyobraźnię i determinację.
- Wszystko wzięło się z chęci rywalizacji. Od dziecka kochaliśmy z bratem sport i myślę, że napędzała nas chęć wygrywania - wspomina. - Myślę, że wtedy, wypowiadając te słowa, że chcę być mistrzem, nie byłem w pełni świadomy, o co mówię. Odważny byłem - śmieje się dzisiaj.
Utrzymanie się na szczycie przez lata wiąże się z ogromną presją. Zmarzlik doskonale rozumie, że oczekiwania kibiców rosną z każdym kolejnym triumfem. Zauważa, że perspektywa postrzegania jego wyników diametralnie się zmieniła.
- Gdybym przyjechał drugi dziesięć lat temu, to byłoby wielkie "wow". Dziś, gdy jesteś drugi, opinia publiczna uważa, że coś jest nie tak, że przegrałeś - tłumaczy. - Ale z drugiej strony jest to super, bo pokazuje, czego ludzie ode mnie oczekują. Sam sobie to narobiłem - dodaje z uśmiechem, odnosząc się do standardów, do których przyzwyczaił fanów.
Bezpieczeństwo? Kluczem są rozmowy
Doświadczony zawodnik zwraca również uwagę na kwestie bezpieczeństwa, które w tak niebezpiecznym sporcie jak żużel są absolutnym priorytetem. Jego zdaniem, aby tory stawały się coraz bezpieczniejsze, potrzebny jest dialog i wsłuchiwanie się w głos samych żużlowców.
- Potrzeba więcej rozmów z zawodnikami. Nie chodzi o to, by nas tylko słuchać, ale by konsultować pewne rzeczy. Chciałbym, aby dyskusje odbywały się w szerokim gronie, żeby każdy mógł przedstawić swoje spostrzeżenia, bo z każdej wypowiedzi można wyciągnąć coś wartościowego - proponuje Zmarzlik.