"Super Express": Iga Świątek przegrała w półfinale w Cincinnati z Jessicą Pegulą, ale ostatnie tygodnie były dla niej bardzo dobre, zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi miesiącami. Ona sama powtarza, że jej celem jest powrót do większej solidności i cierpliwości na korcie, budowania punktów. Czy ta zmiana nastawienia może już przynieść jej sukces na US Open?
John McEnroe: Przyznam, że czekałem od dłuższego czasu, aż będzie miała takie podejście. Myślałem sobie: dlaczego ona myśli, że musi tak mocno bić piłki? Potrafi być przecież tak solidna. Nie rozumiałem, dlaczego robi to, co robi, bo potrafi przecież grać w sposób, który czyni ją bardzo trudną do pokonania. Wygrała przecież cztery razy Roland Garros, po razie Wimbledon i US Open. Nie rozumiałem, dlaczego jest taka spięta, a tak to wyglądało. Myślę, że kiedy zatrudniła Francisco Roiga i spędziła trochę czasu z Rafą Nadalem, zaczął się powrót do podstaw, które uczyniły ją wielką na początku. Mówię to od kilku lat: nie musi wychodzić na kort i starać się uderzać piłki mocniej niż Rybakina czy Sabalenka. Zamiast tego potrzebuje być bardziej regularna i solidna przeciwko tym zawodniczkom. Wygląda na to, że teraz czuje się bardziej komfortowo na korcie z tym, co robi. I że rozumie, co czyni ją wielką. Będzie trudna do pokonania. Nie wiem, jaka jest teraz szybkość kortów na US Open, a to też dla niej ma znaczenie, czy jest szybki, czy wolny. Ale wydaje mi się, że Iga odzyskuje pewność siebie, która czyni ją niezwykle groźną. Myślę, że ten turniej będzie otwarty, osiem-dziesięć zawodniczek może to wygrać. Ciężko przewidzieć, co się faktycznie wydarzy. Ale Iga na pewno wróciła na pozycję, w której może powiedzieć: hej, mogę to wygrać!
Czyli Iga Świątek może być już uważana za jedną z największych faworytek do tytułu? A jeśli nie, to kto jest pana największą faworytką?
O Boże… Po pierwsze, nie wiem, jak poważna jest kontuzja Rybakiny, bo kiedy jest w formie na szybkim twardym korcie, jest może najtrudniejsza do pokonania. Nie do końca wiem, co się dzieje z Sabalenką. Wydaje się, że trochę straciła pewność siebie. Nie wiem dlaczego. Może to zaczęło się na Roland Garrosie i się pogorszyło? Powiedziałbym, że Iga i Coco są pewnie dwiema głównymi faworytkami. W tym momencie, przed turniejem, wydają się grać na najwyższym poziomie. Ale to nie znaczy, że nie może się wydarzyć coś szalonego. Jessica też przecież gra świetnie. Anisimova stara się odnaleźć swój najlepszy tenis. Są też inne zawodniczki, które mogą być groźne. Jak choćby Nosková. Co ona zrobi? Wygrała Wimbledon i ma niesamowity talent. Trudno powiedzieć. Tak samo Muchová. To jedna z moich ulubionych zawodniczek do oglądania. Kocham oglądać jej grę, ale nie wiem, jak wygląda jej zdrowie, bo przecież po Wimbledonie nie grała i wycofała się z kilku turniejów. Myślę, że zarówno w turnieju mężczyzn, jak i kobiet wszystko jest bardzo otwarte, bardziej niż było od dawna.
Zapytam o Maję Chwalińską, którą miał pan okazję poznać po jej sukcesie na Roland Garros. W dwóch turniejach w Toronto i Cincinnati wygrała tylko jeden mecz, a oczekiwania wobec niej po tym, co osiągnęła w Paryżu, oczywiście wzrosły. Czy Maja jest w stanie osiągać sukcesy także na szybkich, twardych kortach?
Jest niedużą zawodniczką, nie serwuje mocno. Silne rywalki od razu atakują jej serwis, sięgają po mocne returny. Ma świetne ręce i wyczucie, ale w tych warunkach trudniej to robić skutecznie, kiedy grasz przeciwko większym, silniejszym zawodniczkom, które biją piłkę naprawdę mocno. Sam to przeżyłem, grając na przykład z Petem Samprasem czy Borisem Beckerem. Myślałem sobie: O mój Boże, nigdy wcześniej tego nie doświadczyłem! A teraz biją jeszcze mocniej! Z takimi zawodniczkami nie jest łatwo dokładnie wiedzieć, co robić. Do tego teraz pojawiło się więcej oczekiwań. To nie jest łatwy czas, żeby dokładnie określić, co może zrobić, poza tym, że powinna dalej walczyć z tym samym zaangażowaniem, które widzieliśmy, i po prostu trwać przy tym. Musi znaleźć sposób, żeby jak najlepiej wykorzystać swój serwis. To kluczowa sprawa. Na pewno musi to trochę poprawić, trzeba postawić na precyzję, ale nie będzie biła wielu asów. Jest kimś, kogo z zainteresowaniem będę obserwował w następnym roku – jak sobie poradzi, czy utrzyma ten poziom. Nie chcę, żeby się zniechęciła, bo chciałbym ją nadal oglądać. Może jeszcze trochę poprawić, ale kocham jej grę. Chciałbym, żeby była obecna, żeby nadal konkurowała na wysokim poziomie i dobrze sobie radziła. Byłoby fajnie to zobaczyć.
Jaka jest pana opinia o napiętym terminarzu przed US Open? W ostatnich latach wielu zawodników doznało kontuzji w tej części sezonu. Czy ten harmonogram wymaga zmian?
Tak. To już trwa od dłuższego czasu. Wielu topowych zawodników i zawodniczek to Europejczycy, a Amerykanie mają ten sam problem przed Roland Garros i Wimbledonem – są z dala od domu przez osiem czy dziesięć tygodni. Jeśli lecisz do Toronto czy Montrealu i potem do Cincinnati, a te turnieje trwają po prawie dwa tygodnie, plus tydzień wcześniej na aklimatyzację i przygotowania – łatwo wychodzi siedem tygodni. To część problemu. Nie jestem wielkim zwolennikiem tych dwutygodniowych turniejów. I musi być ekstremalnie rozczarowujące dla Toronto, że Sinner nie grał, Alcaraz nie grał, Djoković nie grał – topowi zawodnicy nie grali. Wyraźnie trzeba coś z tym zrobić.
John McEnroe to były amerykański tenisista, w latach 1980-85 przez 170 tygodni lider rankingu ATP. 4-krotny mistrz US Open, 3-krotny mistrz Wimbledonu. Obecnie ekspert Eurosportu
Nie przegap! Transmisja z US Open 2026 na antenach Eurosportu 1, 2, 3 oraz 4, a także online w Playerze oraz HBO Max.