We wtorek dziennikarz Wirtualnej Polski Szymon Jadczak, poinformował, że znaczna część pracowników giełdy została odsunięta od obowiązków, a ich dostęp do systemów zablokowano. Taka sytuacja może oznaczać, że wierzyciele stracą szanse na odzyskanie należności. Dodatkowo pojawiły się informacje, że prezes spółki Przemysław Kral zniknął bez śladu.
Jeszcze w poniedziałek prezes PKOl Radosław Piesiewicz próbował uspokajać nastroje, twierdząc, że ma kontakt z Kralem, który zapewniał go o wyjaśnieniu sytuacji.
ZOBACZ TEŻ: Olimpijczycy bez pieniędzy, Rutnicki uderza w prezesa PKOl, „to absolutna katastrofa”
– Nikt z Polskiego Komitetu Olimpijskiego się ze mną nie kontaktował, a ja nie śledzę wszystkiego na bieżąco. Wcześniej dostałem informację z Zondacrypto, że pieniądze trafią do mnie do końca kwietnia i na razie wierzę, że tak się stanie – powiedział Wąsek w rozmowie z serwisem WP SportoweFakty. Jak dodał, na razie zachowuje spokój, ale w odpowiednim momencie zamierza skontaktować się z prezesem PKOl. – Będę chciał uzyskać konkretne informacje, jakie działania zostaną podjęte – zaznaczył.
W jego przypadku chodzi o 200 tysięcy złotych, które miały zostać przelane z aplikacji giełdy na konto bankowe. Choć dyspozycja została złożona kilka tygodni temu, środki wciąż nie wpłynęły.
– Na pewno nie odpuszczę tych pieniędzy. Wielu z nas dostało takie zapewnienia, były one wielokrotnie powtarzane publicznie, więc nie biorę pod uwagę rezygnacji – podkreślił skoczek.
ZOBACZ TEŻ: Polski sport zaufał Zondacrypto. Kluby kończą współpracę, ale pierwszy był... Juventus
Problem dotyczy większej grupy sportowców. Łącznie Zondacrypto zalega olimpijczykom około 1,23 mln zł. Jednym z najbardziej poszkodowanych jest Kacper Tomasiak, któremu należy się aż 550 tysięcy złotych.