Prezes Zondacrypto nie odpisuje na SMS
– Jeśli do 30 kwietnia pieniądze nie wpłyną, będziemy mieli podstawę do rozwiązania kontraktu bez żadnych kosztów czy konsekwencji dla PKOl – powiedział Radosław Piesiewicz na antenie RMF FM, dodając, że w takim przypadku natychmiast zniknie także neon sponsora z siedziby Komitetu.
Jak zaznaczył, ostatni raz rozmawiał z prezesem Zondacrypto Przemysławem Kralem w ubiegłym tygodniu. Wówczas usłyszał zapewnienia, że wszystko jest pod kontrolą, jednak obecnie – jak stwierdził – nie ma z nim kontaktu, bo wiadomości pozostają bez odpowiedzi.
ZOBACZ TEŻ: Paweł Wąsek o wielkiej kasie z Zondacrypto. To zamierza zrobić
Piesiewicz przekonywał, że podpisując umowę działał w dobrej wierze i dochował należytej staranności. Przyznał również, że sam inwestował w tę giełdę i poniósł straty, choć nie podał ich dokładnej wysokości.
Tymczasem 17 kwietnia Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo dotyczące działalności Zondacrypto. Postępowanie obejmuje podejrzenia oszustw na dużą skalę oraz prania pieniędzy. Na moment jego rozpoczęcia straty szacowano na co najmniej 350 mln zł, jednak – jak informują śledczy – kwota ta stale rośnie, podobnie jak liczba poszkodowanych.
ZOBACZ TEŻ: Afera Zondacrypto. Radosław Piesiewicz ujawnia. Też jest poszkodowany! "Straciłem dużo"
Olimpijczycy czekają na pieniądze
Zondacrypto od października pełni rolę sponsora generalnego PKOl. W ramach umowy siedziba Komitetu została przemianowana na „zondacrypto Centrum Olimpijskie”, a w lutym na budynku pojawiła się duża reklama firmy.
Problemy dotykają także sportowców – wśród osób, które nie mogą spieniężyć przyznanych tokenów, są polscy olimpijczycy. Łączna wartość nagród, jakie mieli otrzymać za występy na zimowych igrzyskach we Włoszech, wynosi 1,38 mln zł.
Prezes PKOl zapewnił jednak, że zawodnicy z miejsc 4–8, którzy wcześniej nie otrzymali tokenów, dostali już pieniądze od innych sponsorów Komitetu. W przypadku pozostałych sportowców, w tym m.in. Kacpra Tomasiaka, rozważa pokrycie należności ze środków, które – jak twierdzi – PKOl powinien otrzymać od firmy Polkomtel po rozwiązaniu wcześniejszej umowy sponsorskiej.
Część członków zarządu PKOl domaga się pilnego zwołania posiedzenia w związku z kolejnym kryzysem wizerunkowym. Piesiewicz na razie nie widzi takiej potrzeby, choć nie wyklucza spotkania w przyszłości. Po raz kolejny zaznaczył też, że nie rozważa dymisji. – Zamierzam kandydować na kolejną kadencję. Uważam, że dobrze wykonuję swoją pracę, a sport powinien być apolityczny – podkreślił.