- Pia Skrzyszowska, srebrna medalistka ME, otwarcie komentuje kulisy lekkoatletyki, w tym głośną sprawę intruzywnych ujęć kamer.
- Sportsmenka stanowczo opowiada się przeciwko bezczelnym najazdom kamer na ciała zawodniczek, wskazując na potrzebę skupienia się na wyniku.
- Dowiedz się, dlaczego srebrny medal uważa za cenny i czy w życiu na najwyższym sportowym poziomie jest miejsce na miłość.
Srebro cenniejsze niż złoto?
„Super Express”: - Nie brakuje głosów, że przy tak minimalnej różnicy sędziowie mogliby przyznać dwa złote medale. Przegrałaś „o długość paznokcia”. Też tak czułaś, że to złoto było na wyciągnięcie ręki?
Pia Skrzyszowska: - Szczerze? Chyba powinnam brać złotówkę za każdym razem, gdy ktoś mi to mówi, bo słyszę to bez przerwy. Wszyscy powtarzają, że powinnam mieć złoto. Ale kiedy ktoś podchodził i mówił, że mu przykro, to odpowiadałam, że mnie nie jest przykro. Byłam zadowolona z mojego srebrnego medalu. Taki jest sport – ktoś musi wygrać. Różnica była minimalna, ale była, a na tym właśnie polega lekkoatletyka.
Przeczytaj także: Natalia Bukowiecka z medalem ME i nagle taki dramat! Jej koleżanka się wygadała
- Jak wyglądają relacje zawodniczek poza bieżnią? Robert Kubica powiedział mi kiedyś, że kolega z toru to twój największy wróg. W lekkoatletyce jest podobnie, czy jednak jest miejsce na przyjaźń?
- Myślę, że to się dzieje tylko na linii startu. Wtedy każda z nas jest skupiona w swojej głowie i myśli tylko o tym, żeby wygrać i pobiec jak najlepiej. Po przekroczeniu mety raczej wspólnie się cieszymy i kolegujemy. Z Nadine Visser nieraz trenowałam razem na obozach, więc tak naprawdę mamy ze sobą stały kontakt. Oczywiście nie z każdym da się nawiązać przyjacielską relację, ale uważam, że środowisko płotkarskie i ogólnie lekkoatletyczne jest bardzo przyjazne.
Koniec z bezczelnymi najazdami kamery
- Głośno było o protestach zawodniczek przeciwko najazdom kamery na pośladki. Kibice są podzieleni – jedni was popierają, inni wskazują, że same wrzucacie podobne zdjęcia na Instagram. Jaka jest twoja opinia?
- Uważam, że na starcie nie chciałabym być pokazywana w ten sposób i zastanawiać się, z której strony filmuje mnie kamera. Chcę skupić się na biegu i jak najlepszym wyniku. Co innego, gdy ja decyduję o zdjęciu na moim Instagramie czy o sesji zdjęciowej – wtedy jest to dla mnie okej, bo to moja decyzja. Nie chcę, żeby ktoś znienacka uchwycił mnie w kadrze, w którym nie chciałabym być. Uważam, że to, co weszło w życie, jest bardzo dobrą zmianą i tak powinno być od zawsze. Te mistrzostwa Europy pokazały, że to działa.
Nowa rola – działaczka w Radzie Zawodniczej
- Zostałaś członkinią Rady Zawodniczej przy European Athletics. To świeża sprawa, ale czy czujesz się gotowa na bycie działaczką?
- Dowiedziałam się o tym wczoraj, więc to bardzo świeża sprawa. Czekam na więcej informacji, na rozpoczęcie prac Rady i poznanie naszych obowiązków oraz tego, co chcemy zdziałać w europejskiej federacji. To będzie wspólna praca z innymi zawodnikami, którzy się dostali. Mam nadzieję, że sprawdzę się w tej nowej, dodatkowej roli. Jak najbardziej mnie to cieszy.
Tata, trener, menedżer. "Jesteśmy zgodnym duetem"
- Twój tata jest jednocześnie twoim trenerem. Jak wygląda wasza współpraca? Nie masz go czasem dość?
- Myślę, że sport bardzo nas połączył i mamy świetne relacje. Oczywiście, każdy ma czasem ochotę pobyć sam, ale dobrze się rozumiemy i nigdy nie ma między nami złej krwi. Raczej się wspieramy. Na tatę zawsze mogę liczyć, więc nie mogę powiedzieć nic złego. To najlepsza relacja, jaką mogę mieć – jest moim trenerem i tatą, a my razem cieszymy się ze wspólnych sukcesów.
Zobacz też: Polka błysnęła na ME, a tu takie wieści! Wielkie wyróżnienie
- Pełni więc wiele ról: trenera, ojca, może trochę menedżera?
- Trochę tak, zarządza wieloma rzeczami i bardzo mi pomaga. Ale na pierwszym miejscu jest to relacja ojciec-córka. Jest jednym z największych wsparć w moim życiu, bo towarzyszy mi na co dzień przy najważniejszych wydarzeniach. Jesteśmy bardzo zgodnym duetem.
A co z życiem prywatnym? Jest czas na miłość?
- Na koniec bardziej osobiste pytanie. Czy sportowiec na tak wysokim poziomie ma w ogóle czas na życie prywatne – na miłość, randkowanie, wyjście na imprezę?
- Znajdzie się na to czas, trzeba zachować balans. Uważam jednak, że sport jest priorytetem, a życie prywatne to życie prywatne, więc nie chcę za dużo zdradzać.