- Natalia Bukowiecka, brązowa medalistka olimpijska, w szczerej rozmowie dzieli się kulisami swojej spektakularnej kariery i sportowych wyzwań.
- Sprinterka, która osiągnęła więcej, niż marzyła, stawia sobie nowe, ambitne cele, jednocześnie mierząc się z presją i dążąc do pobicia rekordu życiowego.
- Odkryj, dlaczego gwiazda polskiej lekkoatletyki rezygnuje z ważnych startów i czy pomimo tak wielu sukcesów rozważała już zakończenie kariery!
„Super Express, Sportowy Flesz”: - Kiedy zaczęła się twoja miłość do biegania? Próbowałaś po drodze innych sportów?
Natalia Bukowiecka: - Wydaje mi się, że od dziecka byłam bardzo aktywna i próbowałam różnych sportów, a bieganie wyszło bardzo naturalnie. Byłam w tym dobra i przychodziło mi to z wielką łatwością. Grałam trochę w siatkówkę w klasie sportowej, ale nie byłam w tym wybitna. Zawsze byłam sprawna fizycznie, ale w bieganiu wyróżniałam się na tle innych.
Przeczytaj także: Przyćmiła nawet Anastazję Kuś! Cielisty strój sprawił psikusa pięknej biegaczce. Tylko spójrz
- W tym sezonie praktycznie zrezygnowałaś z występów w hali. Czym jest to spowodowane?
- Jeszcze nie zrezygnowałam, daję sobie 5% szans, ale są one bardzo małe. Miałam problemy zdrowotne po poprzednim sezonie halowym i starty w hali dużo mnie kosztują fizycznie. Wolę powoli przygotować się do lata, nawet jeśli miałabym zacząć sezon letni wcześniej. Dodatkowo starty w hali bardzo mnie stresują, formuła biegu jest dla mnie trudniejsza, bo nie biegam po swoim torze. Jeśli poczuję się wyjątkowo dobrze, może wystartuję, ale raczej będę się przygotowywała powoli, żeby zbudować większą bazę.
- Twój fantastyczny rekord życiowy na 400 m to 48.90 s. Co musisz zrobić, żeby go pobić?
- Wydaje mi się, że nie za dużo. Muszę po prostu robić to, co do tej pory, czyli trenować i być zdrową. W tym roku fizycznie czułam się naprawdę dobrze, ale zabrakło mi trochę dobrych warunków w odpowiednim momencie. Później problemy ze zdrowiem uniemożliwiły mi osiąganie takich rezultatów, jakich bym chciała. Byłam jednak treningowo przygotowana bardzo dobrze.
- Kto ma wobec ciebie większe oczekiwania – ty sama czy kibice?
- Myślę, że kibice na pewno mają duże oczekiwania, ale ja wobec siebie mam jednak większe. Ciężko mi się zadowolić, zwłaszcza że widzę, jak pracuję na co dzień. Mało który trening jest w stanie mnie usatysfakcjonować, bo ciągle chcę przesuwać granice. Kibice widzą tylko zawody, a ja wymagam od siebie codziennie, co jest dużo trudniejsze.
- Jak oceniasz poziom na swoim dystansie?
- Poziom w ostatnich latach bardzo się podniósł, chociaż w tym roku nic wyjątkowego się nie wydarzyło, oprócz Marileidy Paulino, która wygrywa wszystko i jest poza zasięgiem. Jaeger bardzo mocno pobiegła w ostatnim starcie, ale myślę, że będzie w zasięgu.
Zobacz też: Anastazja Kuś po maturze już zdecydowała! Będzie studiować na najlepszej uczelni
- Czy poza bieżnią jesteście koleżankami?
- Dobrze dogadujemy się z dziewczynami, zwłaszcza z Europy. Jesteśmy koleżankami. Wiadomo, na bieżni jest rywalizacja i każda chce wygrać, to naturalne. Ale po zawodach podchodzimy do siebie po prostu jak do ludzi.
- Czy czujesz się już sportowcem spełnionym?
- Tak, myślę, że osiągnęłam nawet więcej, niż marzyłam. Gdybym zakończyła karierę dzisiaj, byłabym zadowolona z tego, co osiągnęłam. Zdobyłam trochę medali, pobiłam parę rekordów i osiągnęłam wyniki, o których kiedyś bym nawet nie śniła.
- Miałaś momenty, w których myślałaś, żeby rzucić to wszystko?
- Pewnie, czasami tak sobie mówię, ale raczej nie na poważnie. Jeszcze nie miałam takiego momentu, żebym faktycznie myślała o zakończeniu kariery.
Rozmawiał Przemysław Ofiara