Andrejczyk przystępowała do konkursu z trzecim najlepszym wynikiem w Europie – 62,78 m. Nie zdołała jednak potwierdzić dobrej formy. Już pierwsza próba zakończyła się rezultatem 55,21 m i, jak się później okazało, był to jej najlepszy rzut w eliminacjach.
Polka nie poprawiła tego wyniku w kolejnych podejściach i ostatecznie pożegnała się z mistrzostwami Europy już na tym etapie. Szczególnie rozczarowujący jest fakt, że do finału wystarczyło 56,90 m.
Powodów do radości dostarczyła za to Małgorzata Maślak-Glugla. Polka długo nie mogła być jednak spokojna o awans – po dwóch pierwszych próbach znajdowała się daleko od finałowej dwunastki. W decydującym podejściu rzuciła 58,14 m, co pozwoliło jej wskoczyć na dziewiąte miejsce i zapewnić sobie udział w finale.
Maria Andrejczyk na gorąco w rozmowie z TVP Sport nie łagodziła przekazu: – Dałam dupy w najważniejszym momencie. Nie gryzę się w język, bo to jest sport. Sport jest brutalny. Czuję w sobie tyle emocji, że najłatwiej mi mówić w ten sposób.
- Muszę o tym porozmawiać z panią psycholog i trenerem. Nie wiem też, co się stało w środku sezonu, że te starty przestały mi wychodzić, bo początek sezonu był przecież dobry - dodawała potem w strefie mieszanej.
Konkurs finałowy rzutu oszczepem kobiet odbędzie się w niedzielę 17 sierpnia o godz. 20:55 czasu polskiego.