Korona zajmuje 9. miejsce w tabeli PKO BP Ekstraklasy, mierzy w europejskie puchary, ale na pewno nie trafi do nich poprzez Puchar Polski. Kielczanie kończą przygodę w tych rozgrywkach porażką przy Konwiktorskiej z Polonią. Wicelider zaplecza najwyższej klasy rozgrywkowej zasłużenie wygrał 2:1, choć wynik tego spotkania mógł być zupełnie inny, bowiem w 1. połowie dwóch doskonałych sytuacji nie wykorzystał Mariusz Stępiński. Napastnik Korony Kielce miał w zasadzie dwa razy piłkę przed pustą bramką (a na pewno taką bez bramkarza), nie trafił ani razu.
Równie zabawnie było pod bramką Korony. W 27. minucie doszło do sporego zamieszania w kieleckim polu karnym. Daniel Vega najprawdopodobniej nie trafił czysto w piłkę, a próbujący interweniować Marcel Pięczek niefortunnie skierował ją do własnej bramki, dając Polonii Warszawa prowadzenie. A wystarczyłoby nawet nie dotykać piłki i nic złego Koronie by się nie stało.
Zaraz po przerwie gospodarze zadali kolejny cios. W 48. minucie na listę strzelców wpisał się Kacper Kostorz, były napastnik kieleckiego zespołu, który podwyższył wynik spotkania. W tym przypadku znów kompletnie pogubiła się defensywa "ekstraklasowicza".
Korona nie zamierzała jednak rezygnować. Już trzy minuty później goście zmniejszyli stratę do jednej bramki. Po dokładnym dośrodkowaniu z bocznego sektora boiska świetnym strzałem głową popisał się wprowadzony w przerwie 21-letni Daniel Bąk. Goście z Kielce próbowali doprowadzić do dogrywki, mieli kilka szans, ale za każdym razem "Czarne Koszule" (dziś całe na biało) potrafiły się wybronić.
I tak kolejna niespodzianka w Pucharze Polski stała się faktem. Chociaż jest ich na tym etapie rozgrywek tyle, że to awans klubu z PKO BP Ekstraklasy trzeba zacząć traktować jako nieoczekiwany scenariusz.