- Jagiellonia przeżywa kryzys w Ekstraklasie, co budzi obawy przed meczem Ligi Europy z Anderlechtem.
- Obrońca Bartłomiej Wdowik apeluje o mobilizację, podkreślając konieczność zagrania na najwyższym poziomie, by przełamać złą passę.
- Czy mimo osłabień i trudnej sytuacji, białostocka drużyna zdoła zaskoczyć rywala i wykorzystać europejską scenę do odbudowy morale?
"Super Express": - Co się dzieje z Jagiellonią?
Bartłomiej Wdowik: - Nie jest to na pewno dobry czas dla nas. Wyniki w lidze są bardzo dalekie od oczekiwań, ale najgorsze co możemy w tej chwili zrobić to usiąść i załamać ręce. Musimy wziąć się w garść i w kolejnym meczu zagrać na swoim najwyższym poziomie. Mamy dobrą drużynę, która potrafiła to już udowodnić w tym sezonie, wygrywając chociażby z Rangersami, czy pieczętując awans do Ligi Europy. Wierzę, że jedna wygrana to zmieni.
- Po zwycięstwie z Araratem w Lubinie nie był już tak kolorowo. Co się stało?
- Niestety, chociaż o naszym niepowodzeniu zadecydował jeden rzut karny. Szkoda, że to tak się potoczyło, ponieważ przy remisie mieliśmy swoje okazje, a i w doliczonym czasie przy odrobinie szczęścia mogliśmy wyrównać. Nie zmienia to faktu, że powinniśmy osiągać lepsze wyniki.
Piotr Zieliński to wciąż piłkarz z TOPU. Piotr Czachowski o Interze i Szachtarze [ROZMOWA SE]
- Kryzys przyszedł chyba w możliwie najgorszym momencie, kiedy ten natłok meczów jest bardzo duży i nie ma czasu na jakąkolwiek korektę.
- Każdy z nas wiedział jak wygląda terminarz na najbliższe tygodnie, więc nie możemy szukać tanich wymówek. Poza tym to nie pierwszy taki sezon dla Jagiellonii, która po raz trzeci z rzędu awansowała do fazy ligowej rozgrywek o europejskie puchary. W ubiegłych sezonach także musieliśmy mierzyć się z takim natężeniem meczowym, więc nie ma absolutnie żadnych wymówek. Musimy wziąć się w garść i po prostu udowodnić wszystkim, że nie przez przypadek osiągaliśmy sukcesy w ostatnich trzech latach, a obecny kryzys po prostu zażegnamy i będzie już tylko lepiej.
- Tym razem o przełamanie zagracie z Anderlechtem. Jaki to rywal?
- Awansując do Ligi Europy wiedzieliśmy, że ta poprzeczka będzie zawieszona zdecydowanie wyżej niż w ubiegłych latach. Mecze z Rangersami, czy Olympiakosem pokazały nam, czego możemy się spodziewać. Moim zdaniem Anderlecht to rywal na podobnym poziomie. W bieżącym oraz w ubiegłym sezonie udowodniliśmy, że potrafimy rywalizować z takimi drużynami. Każdy wie jak wielkim klubem jest Anderlecht, co osiągał w przeszłości, jakie trofea ma w gablocie. Myślę, że każdy z nas dawniej marzył, aby grać w takich właśnie meczach. I niezależnie od obecnej pozycji w lidze damy z siebie wszystko na boisku. Bo nie codziennie rywalizuje się z tak wielkimi zespołami.
Michał Skóraś - sentymentalna podróż do Belgii. Piękna Ada wspiera kadrowicza z Lens
- Czyli o motywację w waszych szeregach nie musimy się obawiać?
- Motywacja jest przed każdym meczem, niezależnie od tego, czy gramy w Anderlechtem, czy z Wisłą Płock, czy z zespołem z I lub II ligi w rozgrywkach o Puchar Polski. W każdym meczu zależy nam na wygranej. Oczywiście mecz z Anderlechtem będzie wyjątkowy, bo jego stawką są punkty w Lidze Europy, poza tym to wielki i bardzo znany zespół.
- Po dwóch kolejkach macie na koncie trzy punkty. Jak oceniacie swój dorobek?
- Cieszy pewna wygrana z Araratem. Oczywiście, szkoda punktów straconych w Pireusie, bo przy odrobinie szczęścia mogliśmy się tam pokusić o remis, ale taka jest piłka. Jeżeli chcemy zagrać na wiosnę w Lidze Europy, to musimy wygrać w czwartek, bo potem będzie tylko trudniej. Na pewno takie drużyny jak Sunderland, Crystal Palące, czy Lyon zawieszą nam poprzeczkę na jeszcze wyższym poziomie.
Taki jest Oskar Pietuszewski z FC Porto. Agnieszka Nowakowska mówi: "To złotych chłopak"
- A nie jest tak, że wobec kryzysu w Ekstraklasie mecze Ligi Europy schodzą na nieco dalszy plan?
- Nie! Zawsze gramy o trzy punkty i najważniejszym jest ten najbliższy mecz. W tej chwili wszyscy skupiamy się tylko na meczu z Anderlechtem, a dopiero po nim zaczniemy myśleć o spotkaniu z Wisłą Płock.
- Czego zatem możecie spodziewać się po Belgach?
- Na pewno będzie to mecz toczony w bardzo intensywnym tempie, tak jak to miało miejsce w Pireusie, czy wcześniej w Glasgow oraz w poprzednim sezonie w spotkaniach z Fiorentiną, Strasbourgiem, czy Rayo Vallecano. Musimy się do tego dostosować i odpowiedzieć naszą jakością indywidualną.
- Zabraknie Norberta Wojtuszka i Nika Prelca. Trudno będzie ich zastąpić?
- Bez „Norbiego” gramy od przerwy reprezentacyjnej, a Nik doznał kontuzji w meczu z Górnikiem. Na pewno obaj są wartościowymi zawodnikami, ale z drugiej strony mamy szeroką kadrę i zmiennicy muszą wziąć na siebie odpowiedzialność za zdobywane bramki i kreowane akcje.
Pablo Rodriguez SUPERSTAR! Kosmiczny występ gwiazdy Lecha z Koroną