Leo Messi po śmierci ukochanego ojca ogłosił, że zawiesza karierę, ale jednak dość szybko wrócił na boisku. Na boisku wyraźnie nie jest jednak sobą. W meczu z jego Interem Milan z Nashville spotkała go dziwaczna seria nieszczęść. Największą katastrofą był kolejny niewykorzystany rzut karny. 39-latek miał szansę wyrównać na 1:1 w 23. minucie, ale jego słabe uderzenie bramkarz z łatwością obronił. Co ciekawe, Leo Messi zmarnował już trzeci z rzędu rzut karny - wcześniej nie wykorzystał "jedenastek" w meczach z Egiptem i Austrią na mundialu.
Na tym jego kłopoty Argentyńczyka w meczu z Nashville się nie skończyły. Leo Messi był przekonany, że został sfaulowany w akcji poprzedzającej gola dla rywali. Jego gwałtowne protesty u sędziego skończyły się jednak tylko żółtą kartką za dyskusję. Na dodatek Leo Messi zmarnował świetną sytuację w doliczonym czasie gry, gdy dopadł do piłki w polu karnym. Jego pierwsze uderzenie odbiło się od prawego słupka, piłka wróciła prosto do niego, a on próbował skierować ją do bramki ponownie. Tym razem jednak trafił... w lewy słupek.
Te słowa Leo Messiego rozdzierają serce. Tak pożegnał ukochanego ojca
Jakby tego było mało, kilka minut później Leo Messi wreszcie zdobył gola, ale... został anulowany z powodu spalonego.
To był zaledwie drugi triumf Nashville SC nad Interem Miami od czasu dołączenia Leo Messiego. Zespół z Nashville pozostał liderem Konferencji Wschodniej z dorobkiem 43 punktów. Inter jest drugi ze stratą pięciu punktów.