Mecz przerwany, kibice ewakuowani, a potem wkroczył Lewandowski. Uratował Chicago

Chicago Fire odniosło szóste zwycięstwo z rzędu w MLS. Drużyna z Chicago pokonała na wyjeździe Orlando City 2:1, a decydujący cios zadał Robert Lewandowski. O wyniku przesądził jeden moment, gdy napastnik wykorzystał rzut karny.

Robert Lewandowski w białym stroju Chicago Fire uderza piłkę na boisku. O meczu z Orlando City przeczytasz na SE Supersport.
Autor: EPA/ PAP

Mecz na Inter&Co Stadium miał zresztą wyjątkowo burzliwy przebieg. W 43. minucie arbiter Rosendo Mendoza przerwał grę i nakazał zawodnikom zejście z boiska. Powodem była burza, która pojawiła się w okolicach stadionu. Bezpieczeństwo wymusiło również ewakuację kibiców w bezpieczne miejsce.

Przerwa miała potrwać kilkadziesiąt minut, ale ostatecznie przeciągnęła się niemal do dwóch godzin. Po 30 minutach wciąż nie było wiadomo, kiedy zawodnicy wrócą na murawę. Później minęła kolejna godzina, aż wreszcie pojawił się komunikat, że spotkanie zostanie wznowione o 4:11 czasu polskiego. Tak też się stało.

ZOBACZ TEŻ: Słynny piłkarz ukarany przez 2 sądy dzień po dniu! Stracił prawo jazdy

Na boisku nie działo się jednak aż tak wiele. Chicago objęło prowadzenie już w 4. minucie. Błędy obrońców Orlando wykorzystał Puso Dithejane, który skierował piłkę do siatki. Przy golu udział miał David Poreba. Dla polskiego pomocnika był to debiut w MLS, więc trudno wyobrazić sobie lepsze rozpoczęcie przygody z nową ligą.

Gospodarze odpowiedzieli po przerwie. W 52. minucie David Brekalo doprowadził do wyrównania, a przy jego trafieniu asystę zanotował Antoine Griezmann, który tego wieczoru reprezentował Orlando City.

Robert Lewandowski kupił wielki jacht [Zdjęcia]

Ostatnie słowo należało jednak do Lewandowskiego. W 69. minucie "Lewy" został sfaulowany w polu karnym przez Robina Janssona. Sędzia wskazał na jedenasty metr, a do piłki podszedł sam poszkodowany. Lewandowski nie dał bramkarzowi żadnych szans i pewnym uderzeniem w boczną siatkę ustalił wynik na 2:1.

Nie był to występ, który Lewandowski będzie wspominał jako jeden z najlepszych w barwach Chicago Fire. Przez większą część spotkania nie wyróżniał się szczególnie, a samo widowisko również nie zachwycało. Wystarczyła mu jednak jedna kluczowa akcja, aby ponownie znaleźć się w centrum uwagi. Show skradł kosztem choćby Antoine'a Griezmanna, gwieździe Orlando.

ZOBACZ TEŻ: Barcelona ogłasza hit transferowy! Najlepszy piłkarz mundialu już na Camp Nou!

A ekipa Fire jest zdecydowanie "on fire". Wróciła do domu z kompletem punktów i może pochwalić się już sześcioma kolejnymi zwycięstwami.