Jeszcze 24 lipca Mariusz Wach rywalizował w Tajlandii z Tysonem Furym. Polak wytrzymał siedem rund, po których zdecydował się poddać pojedynek. Nie minęły nawet trzy tygodnie, a 46-latek ponownie pojawił się w ringu. Tym razem wystąpił na gali PRIME 18, gdzie zmierzył się w formule K-1, korzystając z rękawic MMA.
Po drugiej stronie stanęła sześcioosobowa drużyna. Rywale, o wątpliwej jakości umiejętnościach, zmieniali się w trakcie pojedynku (co oczywiście pomagało im utrzymać wysoką intensywność i tempo walki).
Nietypowa formuła szybko zaczęła odbijać się na Wachu. Kolejni zawodnicy regularnie trafiali Polaka, a po trzech rundach na jego ciele widoczne były liczne ślady walki. Z czasem pojawiły się również pytania o to, czy kontynuowanie pojedynku nie będzie zbyt dużym zagrożeniem dla zdrowia 46-latka. Brytyjski portal talkSPORT określił przebieg starcia jako „niepokojący”.
Ostatecznie decyzję o przerwaniu walki podjął narożnik Wacha. Pojedynek zakończył się po trzeciej rundzie, choć pierwotnie miał trwać pięć odsłon.
Wach ma już doświadczenie w tego typu nietypowych pojedynkach. W przeszłości zdarzało mu się wychodzić zwycięsko ze starć, w których jednocześnie mierzył się z trzema przeciwnikami. Tej "Wiking" poprzeczki jednak nie przeskoczył.
Do sprawy odniósł się m.in. Lou DiBella, jeden z najbardziej znanych promotorów w świecie boksu. To on przez lata współtworzył potęgę HBO Sports, a później stał się jednym z najważniejszych promotorów w branży.
- Mariusz Wach musi być chroniony przed kupcami krwi, ale i przed samym sobą. Ten człowiek nie powinien był zbliżać się do ringu z Furym, a już tym bardziej nie powinien trzy tygodnie później bić się z sześcioma rywalami. To przecież już starszawy pan, dawno po najlepszej formie. To była jakaś przykra groteska. Boks jako dyscyplina raz za razem dowodzi, że żaden próg nie jest zbyt niski, żadne zagrożenie zbyt wielkie i nic nie jest w stanie zszokować zblazowanych, wzruszających ramionami wrażliwości fanów, którzy wiernie patrzą, jak poziom przyzwoitości opada coraz niżej - powiedział DiBella, którego cytował portal bokser.org.
ZOBACZ TEŻ: Świątek przegrywała, Abramowicz wkroczyła do akcji. Iga zdradziła szczegóły