- Marcin „Różal” Różalski był gościem specjalnego programu w Kanale Sportowym na YouTube
- W jego trakcie opowiedział m.in. o odrzuceniu freak-fightowych ofert
- „Różal” nie ukrywa, że takie starcie nie wchodzi w grę!
Różalski o propozycjach z freak-fightów. „Kwoty były duże”
Marcin Różalski to postać nietuzinkowa w polskim sporcie. Były mistrz KSW wagi ciężkiej, znany z ciętego języka, licznych tatuaży i wielkiego serca do zwierząt, po raz kolejny udowodnił, że nie wszystko jest na sprzedaż. "Różal" przyznał, że kuszono go wielkimi pieniędzmi ze świata freak-fightów, ale wszystkie oferty odrzucił.
Świat freak-fightów wchłonął już wielu zawodowców, którzy skuszeni łatwym zarobkiem i ogromnymi zasięgami, zdecydowali się na walki z celebrytami. Różalski pozostaje jednak nieugięty, mimo że kwoty, o których mowa, mogłyby zawrócić w głowie niejednemu. - Kwoty, które były mi oferowane były duże, ale ja tego nie chcę. Nie zawalczę tam - zadeklarował stanowczo Różalski.
Marcin Różalski był ministrantem. Nie uwierzysz, dlaczego wyrzucili go ze służby w kościele!
Co ciekawe, zawodnik nie potępia swoich kolegów z maty, którzy zdecydowali się na taki krok, choć przyznaje, że ich motywacje są dla niego obce. – Nie miałem żalu do moich znajomych, którzy tam wystąpili, ale ich nie rozumiałem. Każdy decyduje o swoim życiu – stwierdził.
Różalski odniósł się również do swojego charakterystycznego wizerunku, który często jest komentowany przez pryzmat jego wyborów życiowych. – Ja mam potatuowaną mordę, ktoś powie jak ty wyglądasz, a ja odpowiem – no tak, to jest moja morda – skwitował w swoim stylu.
Zobacz galerię zdjęć! Tak wyglądał Marcin Różalski bez tatuaży.
„Różal” o walce z Bekavacem: Wszyscy wyszli na plus
W rozmowie powrócono również do ostatniego występu "Różala" w klatce KSW. Jego starcie ze Stjepanem Bekavacem nie potoczyło się po myśli Polaka pod względem sportowym, ale Różalski patrzy na to z zupełnie innej perspektywy. Dla niego najważniejszy był cel charytatywny.
– Wszyscy wyszli na plus. Federacja KSW wyszła na plus. Ja wyszedłem na plus, bo moja zbiórka się przez tą walkę skończyła – ocenił.
Różalski użył przy tym mocnego porównania, sugerując, że jego przegrana była kosztem, który musiał ponieść, aby pomóc potrzebującym zwierzętom. – Ofiara musiała na ołtarzu zostać złożona i została złożona ze mnie – podsumował wojownik z Płocka.
