Maja Chwalińska do stanu 6:2, 5:2 deklasowała Mananchayę Sawangkaew z Tajlandii. Wtedy przy piłce meczowej poślizgnęła się i upadła na kort. Podkręciła prawy staw skokowy i korzystała z przerwy medycznej. Grała coraz słabiej, trwoniąc przewagę i mając problemy z poruszaniem się po korcie.
Koszmar Mai Chwalińskiej na Wimbledonie! We łzach po wypadku pożegnała się z turniejem
Co ciekawe, w czasie kolejnych przerw medycznych fizjoterapeutka nie zajmowała się już stawem skokowym Polki. Masowała jej mięśnie ud. Jak zdradziła po meczu Maja, to skurcze a nie kontuzja kostki były główną przyczyną jej porażki.
- Skurcze, które tutaj mnie spotkały, nigdy mi się nie zdarzyły w takiej skali, bardzo mnie ograniczyły - powiedziała po meczu Maja Chwalińska cytowana przez Interię.pl. - Myślę, że to stres, zmiana nawierzchni oraz fakt, jak intensywnie wyglądały ostatnie tygodnie - dodała Polka.
Wimbledon: Była piłka meczowa, chwile grozy Mai Chwalińskiej! Potrzebny był medyk
Maja Chwalińska w trakcie pomeczowej konferencji prasowej zdradziła wprost, że jej problemy w trzecim secie nie wyniknęły z upadku i kontuzji stawu skokowego.
- Tak naprawdę już pod koniec drugiego seta zaczęły łapać mnie skurcze. Uważam, że to nie było czysto fizyczne, tylko złożyło się na to dużo rzeczy. Poza stresem i intensywnym czasem, także to, że nie odbyliśmy perfekcyjnego przygotowania do Wimbledonu - podkreśliła finalistka Roland Garros. - Ale cóż... Nowe doświadczenie, jest to dla mnie jeden z najcięższych meczów w karierze. Popłaczę sobie chwilę i będzie OK - dodała.