Matteo Arnaldi był jedną z największych rewelacji tegorocznego Roland Garros. Włoch, zajmujący 104. miejsce w rankingu ATP, sprawił kilka niespodzianek i po raz pierwszy w karierze awansował do półfinału wielkoszlemowego turnieju. Jego droga do półfinału zajęła mu... prawie 20 godzin spędzonych na korcie. Bardzo możliwe, że jego starcie w 4. rundzie z Francesem Tiafoe było najlepszym w paryskim turnieju.
W piątek miał stanąć do pojedynku z rozstawionym z numerem 10. Flavio Cobollim. Spotkanie zaplanowano na wieczór, jednak kibice nie doczekali się wyjścia zawodników na kort.
Na krótko przed rozpoczęciem meczu okazało się, że Arnaldi nie będzie w stanie walczyć o finał. Tenisista z San Remo wycofał się z powodu problemów zdrowotnych. Jak przekazał, dopadło go zatrucie, które uniemożliwiło mu przystąpienie do rywalizacji.
Rozstawiony z numerem 10. Cobolli zmierzy się w niedzielnym finale z Niemcem Alexandrem Zverevem (nr 2), który we wcześniejszym pojedynku półfinałowym wygrał z Czechem Jakubem Mensikiem (26.) 7:5, 6:2, 3:6, 6:3.