"Super Express": Jaka była Maja na początku tenisowej drogi?
Paweł Kałuża: Najmniejsza w grupie, bardzo pracowita, pogodna, ale małomówna. Zawsze bardzo miło się z nią pracowało. Realizowała cele z takim zaangażowaniem, że czasem trzeba było ją hamować. Już wtedy miała to coś.
- Kilka lat temu Maja w rozmowie z "Super Expressem" zdradziła, że ma swój zeszyt, w którym zapisuje cele na kolejne dni i stara się je realizować. Jako mała dziewczynka też była już taka skupiona na realizacji swoich tenisowych marzeń?
- Być może ten zeszyt wziął się z pewnych rzeczy, które ja też wprowadzałem. Maję zacząłem trenować, gdy miała 7 lat i na początku był to trening ogólnorozwojowy z elementami tenisa. Następnie, jak już coraz więcej tenisa na zajęciach dochodziło, wprowadzałem też zajęcia teoretyczne i oglądaliśmy wybrane najlepsze akcje z największych kortów na świecie. Wprowadzałem właśnie takie zapiski o taktyce czy technice. Później z biegiem lat może to się właśnie przerodziło u Mai w taki zeszyt, pamiętnik czy po prostu skrypt tenisowy.
- W młodym wieku Maja i Iga trzymały się blisko jako dwa największe polskie tenisowe talenty. Czy sukcesy Igi już w seniorskim tourze były dla Mai źródłem inspiracji czy jednak ona zawsze kroczyła własną drogą?
- Przede wszystkim ta przyjaźń zawiązała się dzięki powoływaniu dziewczyn do młodzieżowych reprezentacji. Każda z nich szła własną drogą, bo Iga trenowała w Warszawie, a my w Dąbrowie Górniczej. Ja starałem się wszystko robić z Mają krok po kroku, wszechstronnie, mając też na uwadze jej warunki fizyczne. Dlatego jej tenis zawsze był nieco inny i wyjątkowy. Każda tenisowa droga jest inna. Iga wjechała do pierwszej setki autostradą i była numerem jeden. Droga Mai była bardziej kręta, trudniejsza z różnych względów. W Paryżu widać w jej meczach, ale też po wypowiedziach na konferencjach prasowych, że ona po prostu do tego wszystkiego dojrzała.
- Maję Chwalińską porównywano do Agnieszki Radwańskiej, ale ona sama w rozmowie z "Super Expressem" podkreślała, że choć Krakowiankę bardzo podziwia, to bardziej się wzoruje na Simonie Halep i "wielkiej trójce" - Federerze, Nadalu i Djokoviciu. Pan do której tenisowej gwiazdy by ją porównał, jeżeli chodzi o styl gry?
- Wydaje mi się, że Maja jest wyjątkowa. Kiedy starałem się inspirować ją różnymi tenisistkami i tenisistami, to wzorowała się faktycznie na Rogerze, bo lubiła jego bajeczną technikę. Na Rafie za jego waleczność, a Djoković też jej imponował zawsze walką do końca. Od Agnieszki wzięła za to różnorodność. Simona Halep też była dla niej inspiracją, ale także Ashleigh Barty czy Martina Hingis, której mecze puszczałem jej kiedyś za zajęciach teoretycznych. Maja to wszystko obserwowała i wcielała pomalutku do swojej gry. Myślę, że jest zawodniczką, która od każdego swojego idola na pewno coś zabrała i dołożyła do tego swoje unikatowe elementy.
- Diane Parry, którą Maja pokonała w 4. rundzie, po meczu stwierdziła, że nie miała zupełnie pomysłu, jak sobie poradzić ze stylem gry Polki. Myśli pan, że grająca siłowy tenis Anna Kalinska w środę też będzie miała problemy? Jak ten mecz będzie wyglądać?
- Każdy mecz jest inny i wiadomo, że można sobie założyć plan A, B i C, ale żaden może nie funkcjonować. Maja powinna grać swoje, oczywiście pod daną zawodniczkę, a trener na pewno jej przygotuje taktykę. Przeciwniczka też się może przygotować, ale taktyka to jedno, ale trzeba jeszcze wyjść na Maję i ten plan zrealizować przeciwko rywalce, która już nie ma nic do stracenia. Widać, że Maja jest pewna siebie, imponuje spokojem i potrafi nawet wyjść z tarapatów, jak w meczu z Sakkari. Trzymam kciuki i wierzę w tenis Mai, a przeciwniczka niech się martwi.