– Szczerze, to jest sen. Nie wiem, co się dzieje. Nie wiem, co powiedzieć przepraszam, jestem po prostu bardzo szczęśliwa – rzuciła pierwszym zdaniem na korcie tuż po zakończonym spotkaniu z Dianą Sznajder.
Jak się czuje po tym spotkaniu, mając w nogach długi turniej łącznie z kwalifikacjami? – Nie czuję się zbyt dobrze. To wyzwanie, ale to szlem. mierzyć się z zawodniczkami z topu "dzień po dniu". Nie zamierzam narzekać – mówiła z uśmiechem, rozbrajając publiczność na korcie Philippe'a Chartiera.
– Czasami jestem szalona, ale staram się zachować spokój. Wewnątrz mnie jest jednak burza. Staram się być skoncentrowana, to pomaga mi grać najlepszy tenis – tłumaczyła
Została pierwszą kwalifikantką, która w Erze Open awansowała do wielkoszlemowego finału Rolanda Garrosa. – Na razie pozwólcie mi się pocieszyć tym momentem, chcę trochę pooddychać. Pocieszyć się, a potem dobrze zregenerować, by zagrać najlepiej jak się da – żartowała.
Maja Chwalińska na przestrzeni lat [ZDJĘCIA]
Gdy zeszła z kortu, przed wejściem do tunelu porozmawiała jeszcze z Pawłem Kuwikiem z polskiego oddziału Eurosportu. – To była niezwykła batalia, ten pierwszy set... Jestem fanką Diany [Sznajder], myślę, że to był kosmicznie ciężki mecz dla mnie i dla niej. Fizycznie i psychicznie. Fajne doświadczenie – oceniła.
Czy będzie cieszyła się sobotnim finałem? – Mam nadzieję, że będę w stanie celebrować. Na pewno będzie stres, na pewno będę chciała wygrać, dam z siebie wszystko. mam nadzieję, że choć trochę będę cieszyć się tym finałem – dodała.
Wielki finał z Mirrą Andriejewą już w sobotę. Start o godz. 15.00. – Dziękuję za trzymanie kciuków przez cały turniej, ale jeszcze się zmobilizujmy na ten jeden dzień – rzuciła na koniec.