Hubert Hurkacz jeszcze nigdy w karierze nie zdołał awansować do 3. rundy US Open i teraz też nie zdołał przekroczyć tej zaklętej granicy. Już po losowaniu drabinki stało się jasne, że Polakowi będzie piekielnie trudno o przełomowy awans, bo na drodze Wrocławianina miał stanąć rozstawiony z numerem 8 Amerykanin Ben Shelton.
Środowy pojedynek na Arthur Ashe Stadium był kapitalnym widowiskiem. W pierwszym secie obaj panowie świetnie serwowali, ale Hubertowi Hurkaczowi przydarzył się jeden bardzo słaby gem przy własnym podaniu. Polak zakończył go podwójnym błędem serwisowym i nie zdołał już odrobić strat.
W drugim secie wydawało się, że będzie podobnie. Znów nagła serwisowa niemoc i podwójny błąd na koniec gema sprawiły, że Hubi przegrywał 3:4, a serwował rywal. Wtedy nasz tenisista poderwał się do walki i w kapitalnym stylu nie dość, że odrobił straty, to jeszcze wywierał taką presję na Sheltonie, że ten nagle się pogubił i zrobiło się 1-1 w setach.
Mecz wtedy nabrał rumieńców, a nowojorska publiczność oglądała kapitalne widowisko pełne spektakularnych wymian. W trzecim secie było mnóstwo breakpointów, ale wszystko rozstrzygnęło się w tie-breaku, w którym Polak niestety popełnił kilka kosztownych błędów.
Czwarty set też był niezwykle zacięty i pasjonujący. Niestety, w samej końcówce przy stanie 5:6 Hubiemu zabrało dokładności i zrobiło się 0-30. Rywal poczuł krew i wywierając niesamowitą presję na Polaku przypieczętował zwycięstwo, wymuszając kolejne błędy naszego tenisisty. Druga runda US Open znów okazała się dla Huberta Hurkacza barierą nie do przejścia...
Hubi przypomina piłkarską reprezentację Hiszpanii, która przez kilka dekad przed wielkim przełomem w 2008 roku mimo pięknej gry odpadała szybko z wielkich imprez. „Gramy jak nigdy, przegrywamy jak zawsze” - to słynne powiedzenie przykleiło się wtedy do zespołu "La Furia Roja". Hiszpanie w końcu przełamali się, a potem była spektakularna seria sukcesów. Oby tak samo było w przypadku Hubiego.