Maja Chwalińska triumfując w Wuhan, wygrała pierwszy w karierze turniej w głównym cyklu i od razu były to zawody rangi WTA 1000. Zrobiła to na nawierzchni twardej, która długo uchodziła za najmniej pasującą do jej stylu gry. Co prawda korty w Wuhan są stosunkowo - jak na hardcourt - bardzo wolne, ale nie zmienia to faktu, że sukces w Chinach to wielki przełom w karierze "Polskiej Czarodziejki".
- Ten sukces smakuje bardzo słodko. Czuję się wyjątkowo, bo po French Open było oczywiście wspaniale, ale potem przeżywałam ciężkie chwile. Mam wrażenie, że ludzie byli wtedy wobec mnie bardzo surowi i to się na mnie odbiło. Jestem tylko człowiekiem. Muszę przyznać, że było mi wtedy bardzo trudno, ale ciężko pracowałam i jestem bardzo szczęśliwa, że moja praca się opłaciła. Gram w tenisa od 18 lat i myślę, że czasem trzeba po prostu wierzyć, że w odpowiednim czasie odpowiednie rzeczy się wydarzą. Ten sezon jest tego potwierdzeniem - powiedziała szczęśliwa mistrzyni WTA Wuhan.
Jedną z osób, które zakpiły z potencjału Mai Chwalińskiej na kortach twardych była Anna Kalinska. Rosyjska tenisistka wypowiedziała się o Polce lekceważąco po ich meczu w ćwierćfinale tegorocznego Roland Garros, który nasza zawodniczka wygrała (7:6, 6:3).
- Sprawdziłam jej statystyki i ona gra tylko na mączce. Zagrała może ze trzy mecze na kortach twardych. Zobaczymy jak się będzie teraz prezentować, bo ma obecnie lepszy ranking i będzie musiała grać na innych nawierzchniach. Chciałabym się z nią zmierzyć na trawie albo hardzie - powiedziała wtedy Anna Kalinska, która wciąż nie wygrała żadnego turnieju w głównym cyklu.
Teraz Maja Chwalińska celebruje triumf w Wuhan, a kibice przypominają tamte słowa Rosjanki.