Przez jednego człowieka cała Anglia telepała się ze strachu. Harry Kane uratował zespół

Przez długie minuty wisiała w powietrzu gigantyczna sensacja. Piłkarze DR Konga prowadzili z Anglikami w meczu 1/16 finału 1:0, ale z boiska zeszli pokonani. Wszystko za sprawą Harry'ego Kane'a.

Bramkarz Lionel Mpasi broni strzał Anglików. O zwycięstwie Harry'ego Kane'a przeczytasz na SE Supersport.
Autor: Colin Hubbard/ Associated Press

W 7. minucie prowadzenie ekipie z Afryki dał Brian Cipenga. On, Wissa, Mbuku i inni potem jeszcze kilkukrotnie zachwycali w akcjach ofensywnych, ale największym bohaterem DR Konga był bramkarz. Przez ponad 70 minut cudów w bramce (i przed nią) wyczyniał Lionel Mpasi. Bramkarz Le Havre był po prostu fenomenalny, broniąc strzały Jude'a Bellinghama i innych. Gdy on miał problem z ustawieniem się do strzału, to piłkę z linii bramkowej wybił Aaron Wan-Bissaka. 

ZOBACZ TEŻ: Mundial 2026. Po klęsce potęgi nagła decyzja trenera! "Zdrowie jest bezcenne"

Mówiąc wprost: zapowiadało się na sensację. Angielskie gazety już pewnie szykowały okładki wstydu, ale wtedy Anthony Gordon znalazł sposób, by dobrze dośrodkować do Harry'ego Kane'a. Kapitan angielskiej drużyny skierował piłkę głową do bramki, ale i tak Mpasi był bliski skutecznej interwencji. W 75. minucie był więc remis, a 86. minucie Kane nie dał już żadnych szans Mpasiemu. Potężnym strzałem pod poprzeczkę ustalił wynik spotkania.

Wicemistrzowie Europy wygrali 2:1, zapewniając sobie wycieczkę do Meksyku. W starciu o ćwierćfinał zmierzą się właśnie z Meksykanami. Gospodarze pokonali zeszłej nocy Ekwador 2:0.