Falstart w Zabrzu przy pełnych trybunach. Kosztowne błędy bramkarza, Radomiak skuteczny do bólu

Znakomita atmosfera na niemal szczelnie wypełnionych trybunach Areny Zabrze i… bardzo przeciętny spektakl na murawie. To nie był ten Górnik, który tak fantastycznie spisywał się w końcówce poprzedniego sezonu. Radomiak – też nieprezentujący finezyjnych umiejętności – do maksimum wykorzystał słabość rywala i błędy indywidualne zabrzan, których konsekwencją – i symbolem - stały się obie stracone przez nich bramki.

Daniel Bielica
Autor: Cyfrasport Daniel Bielica

Dylemat kapitańskiej opaski, który Jan Urban rozstrzygnąć musiał przed pierwszym gwizdkiem (ostatecznie kolegów wyprowadził na murawę Lukas Podolski), okazał się wręcz banalny w porównaniu z kłopotem polegającym na konieczności zastąpienia brakujących ogniw w zabrzańskim składzie. Zwłaszcza brak kontuzjowanego (na szczęście rekonwalescencja po operacji kiedyś dobiegnie końca…) Erika Janży, zwykle napędzającego mentalnie kolegów, był widoczny.

Kompletnym rozczarowaniem okazał się Daisuke Yokota, jedno z zabrzańskich odkryć wiosny. Pozbawiano towarzystwa rodaka, Kanjiego Okunuki, sprawiał wrażenie zupełnie zagubionego, niemal każdym zagraniem generując stratę piłki. Niewidoczny był też w środku pola Damian Rasak, nic dziwnego, że mający odpowiadać za ofensywę Podolski oraz Piotr Krawczyk miotali się tylko bezradnie w pobliżu radomskiej „szesnastki”.

A goście albo szukali szczęścia w strzałach z dystansu (przed przerwą minimalnie niecelnie Raphael Rossi, i celnie - ale z interwencją Daniela Bielicy – Lisandro Semedo), albo czyhali na pomyłki defensorów. I takowe – co zresztą mogły sugerować austriackie sparingi Górnika (19 straconych goli w 360 minut z drużynami 1. i 2. Bundesligi) – się przydarzyły.

Najpierw lewą stroną przedarł się Dawid Abramowicz. Po jego strzale piłka „wymsknęła się” z rąk Daniela Bielicy, a że zabrakło asekuracji partnerów z defensywy, Pedro Henrizquez dopchnął futbolówkę do siatki. Niefortunna interwencja tak zdenerowała golkipera „górników”, że parę minut później – osaczony z piłką przez trzech przeciwników – dał się zablokować przy próbie jej wybicia, a Rafał Wolski „główką” dopełnił formalności, trafiając do pustej bramki.

Radomiak zgarnął więc trzy punkty niewielkim kosztem. W Zabrzu zaś na razie nie udało się znaleźć następców (albo raczej skutecznego sposobu gry bez nich) zawodników, którzy opuścili klub latem.

Górnik Zabrze – Radomiak 0:2 (0:0)

0:1 – Pedro Henrique 60 min, 0:2 Wolski 66 min

Sędziował Tomasz Musiał. Widzów 16543.

Górnik: Bielica – Sekulić, Szcześniak, Janicki, Jensen (67. Siplak) – Olkowski (46. Wojtuszek Ż), Rasak, Yokota Ż (67. Dadok), Lukoszek (46. Ennali) – Podolski – Krawczyk (80. Chmarek)

Radomiak: Majchrowicz – Jakubik, Rossi, Cichocki, Abramowicz – Lisandro Semedo (74. Cayarga), Donis, Wolski (80. Kaput), Alves (80. Castaneda), Machado (63. Grzesik) – Pedro Henrique (80. Rocha)

Sonda
O co zagra Górnik w tym sezonie ekstraklasy z Janem Urbanem?