– Trenerze, jak ta przerwa panu minęła? Udało się trochę odpocząć, czy telefon cały czas był rozgrzany przez tematy kontraktowe i piłkarskie?
– Na wstępie gratulacje dla Legii Warszawa Koszykówka za mistrzostwo Polski, bo to dzisiaj najistotniejsza sprawa. Wiem coś o tym, ogromny szacunek za drugi tytuł z rzędu.
Jeśli chodzi o przerwę, to trener Legii Warszawa musi odpoczywać umiarkowanie. Zawsze jest coś do zrobienia. W sezonie są jedne zadania, między sezonami inne: analizy, wyciąganie wniosków, przygotowania do kolejnego sezonu, budowanie sztabu, ruchy transferowe. Pracy nie brakuje. Ale dziękuję za pytanie – jestem wypoczęty i gotowy do pracy.
– Sądzi pan, że za rok koszykarze będą gratulowali piłkarzom?
– Chciałbym, żeby tak było, ale do tego jeszcze bardzo daleka droga. Dopiero wykopaliśmy się z dużego dołu. Dziś jesteśmy na powierzchni. Co przyniesie sezon? Zobaczymy.
– Oglądał pan wczorajszy finał koszykarzy?
– Nie, oglądałem tylko skrót. Obowiązki nie pozwalają na za dużo. Chciałem się wybrać na mecz, ale od kilku dni bardzo intensywnie pracujemy już ze sztabem. Wczoraj byli też piłkarze, więc obowiązki wygrały.
– Na Mundial w ogóle nie ma czasu?
– Na takie rzeczy trzeba znaleźć trochę czasu. Analizujemy to również wewnątrz sztabu, obserwujemy trendy, drużyny i rozwiązania, z których można coś zaczerpnąć. Staram się zerkać jednym okiem, choć godziny transmisji nie są zbyt sprzyjające.
– Do Legii dołączyło już czterech zawodników. Czy to pana satysfakcjonuje? Jak krótko scharakteryzowałby pan każdego z nich?
– Kadrę trzeba oceniać całościowo. Nie można patrzeć tylko na zawodników, którzy przyszli, bo można równie dobrze powiedzieć, że odeszło ośmiu. Wtedy rozmowa wygląda zupełnie inaczej.
Jeżeli chodzi o nowych zawodników, to po prostu w nich wierzę. Jednocześnie prawie każdy z tych transferów jest obarczony pewnym ryzykiem i dopiero sezon pokaże, jak to będzie wyglądało.
Ivan Brkić był okazją rynkową. Szukaliśmy bramkarza do rywalizacji z Otto, bo odeszli Kacper Tobiasz i Gabriel Kobylak. Ta pozycja wymagała reakcji. Cieszę się, że dołącza do nas doświadczony, sprawdzony w Ekstraklasie zawodnik o odpowiednim charakterze i osobowości.
Zoran Arsenić to postać doskonale znana w polskiej lidze. Pracowaliśmy razem przez wiele lat i odnosiliśmy sukcesy. Znam Zorana, jeśli zdrowie pozwoli, będzie dla nas dużym wzmocnieniem.
Łukasz Zjawiński to zawodnik, którego wszyscy kojarzymy z pierwszej ligi. Sam fakt jego transferu pokazuje, skąd przychodzi i gdzie znajduje się pewne ryzyko. Ale wierzę w tego chłopaka, że ma potencjał i wiek, które pozwolą mu stać się piłkarzem na miarę Legii.
Największą niewiadomą jest Robert Deziel. Nie został jeszcze zweryfikowany na wyższym poziomie, ale widzimy u niego cechy, które mogą sprawić, że w przyszłości będzie walczył o miejsce w pierwszym składzie.
– Czy Jean-Pierre Nsame i Otto Hindrich pojadą na obóz do Niemiec?
– Otto jutro [tj. we wtorek] wróci do treningów. Ze względu na długi pobyt na zgrupowaniu reprezentacji dostał jeszcze kilka dni wolnego. Jutro będziemy już pracować w komplecie.
Jeśli chodzi o przyszłość Nsame, to trudno dziś powiedzieć, jak sytuacja się potoczy. Moja rekomendacja jest jednoznacznie pozytywna. Chciałbym, żeby dalej grał w Legii Warszawa.
– Rozumiem, że dopóki nie wyjaśni się jego sytuacja kontraktowa, nie zobaczymy go na zajęciach?
– Nie chciałem ryzykować sytuacji, w której kilka dni przed końcem kontraktu wydarzyłoby się coś nieprzewidzianego. Gdyby ostatecznie nie podpisał nowej umowy, byłoby to problematyczne przede wszystkim dla niego. Formalnie mógł dziś trenować, ale uznałem, że byłoby to niepotrzebne ryzyko.
– Będą jeszcze transfery przychodzące, czy wszystko zależy od tego, kto odejdzie?
– Chciałbym wierzyć, że tak. Natomiast obserwując naszą sytuację, skupiam się przede wszystkim na zawodnikach, których dziś widzimy na treningu. Układam sobie to w głowie w taki sposób, jakby więcej transferów miało nie być.
– A jeśli chodzi o Łukasza Zjawińskiego i Rafała Adamskiego – wierzy pan, że ten duet, jeszcze niedawno pierwszoligowy, może być postrachem Ekstraklasy?
– Oczywiście, że jest to możliwe. Gdyby tak było, pewnie zaczęlibyśmy sprowadzać wyłącznie zawodników z pierwszej ligi. Chciałbym, żeby to wypaliło, ale nie jest to proste. Takie historie nie zdarzają się codziennie.
Przeskok z pierwszej ligi do Ekstraklasy jest duży, a jeszcze większy do Legii Warszawa. Takie transfery nie są powszechne. Przypomnijcie sobie państwo, kiedy ostatnio Legia regularnie sprowadzała zawodników z pierwszej ligi.
– Ilu zawodników pojedzie na obóz do Niemiec?
– Dzisiaj [w poniedziałek, 22.06] trenowało 39 zawodników, jutro będzie 40. Na zgrupowanie pojedzie maksymalnie 30. Przez ten tydzień chcemy przyjrzeć się zawodnikom wracającym z wypożyczeń oraz młodzieży z akademii. Potem podejmiemy decyzje.
Sytuacja jest dynamiczna. Trudno mi mówić o transferach wychodzących, bo nie ja za nie odpowiadam. Oczywiście mam pewną wiedzę, ale na dziś nie ma informacji, że ktoś miałby jutro odejść.
– Czy może się zdarzyć, że niektórzy zawodnicy pierwszego zespołu, jak choćby Goncalves, nie pojadą na obóz?
Trener: Tak, takie sytuacje są możliwe. Niektórzy zawodnicy, którzy byli w kadrze pierwszego zespołu, mogą nie pojechać, jeśli uznamy, że nie widzimy ich w kolejnym sezonie.
– Trwa wyścig zbrojeń w Ekstraklasie. Śledzi pan ruchy rywali?
– Oczywiście obserwuję rynek i to, co dzieje się w innych klubach. Ale nie mam na to wpływu. Skupiam się na swojej drużynie i jak najlepszym przygotowaniu do sezonu.
Niezależnie od tego, czy ktoś nie zrobi żadnego transferu, czy wyda 20 milionów euro, my musimy być gotowi na pierwszy mecz z Pogonią Szczecin. Bez względu na skład przeciwnika naszym celem jest pojechać tam i wygrać.
– Czy to pan przekazał Arturowi Jędrzejczykowi informację, że klub nie planuje przedłużenia kontraktu?
– Nie, to nie była moja rola. Nie ja przekazywałem tę informację. To nie do mnie pytanie. To temat delikatny i nie chciałbym wchodzić w szczegóły dotyczące tego, kto i w jakich okolicznościach prowadził te rozmowy.
– Jak ocenia pan terminarz? Na początku nie gracie z drużynami z czołowej piątki poprzedniego sezonu.
– Traktuję to w prosty sposób – co los przyniósł, to trzeba przyjąć. Tak samo jest w Pucharze Polski czy europejskich pucharach.
Nie ma sensu kalkulować, czy teraz są teoretycznie słabsi rywale, a później mocniejsi. Takie przewidywania bardzo często nie mają pokrycia w rzeczywistości. Punkty traci się tam, gdzie miały być pewne, a wygrywa tam, gdzie teoretycznie było najtrudniej.
Jedyny konkret jest taki, że mamy już za sobą planowanie najdalszego wyjazdu do Szczecina.
– Czy odejście Artura Jędrzejczyka będzie mocno odczuwalne w szatni?
– Na pewno. To legenda klubu i bardzo ważna postać dla zespołu. Z drugiej strony wszystko kiedyś się kończy i ten moment musiał nadejść.
Prawda jest taka, że przez długi czas funkcjonował głównie dzięki charakterowi. "Jechał" na charakterze. Problemy zdrowotne nie były tajemnicą. Przed przyjściem do Legii słyszałem nawet opinie, że właściwie nie ma już kolan. Tymczasem okazało się, że był dostępny praktycznie na każdy mecz i chciał uczestniczyć w każdym treningu.
– To człowiek nietuzinkowy. Takie kariery robi się właśnie dzięki charakterowi.
Czy będzie go brakowało? Oczywiście. I nie tylko w szatni. Uważam, że jeszcze bardziej będzie nam go brakowało na boisku. Pomagał w treningach, pokazywał zachowania ważne dla zespołu, a kiedy pojawiał się na murawie, realnie pomagał drużynie.
– Co z wyborem kapitana?
– Musimy się nad tym pochylić. Odszedł Jędza, ale również inne ważne osobowości, jak Elimitim i Pankov, którzy byli częścią rady drużyny. Nie chodzi wyłącznie o zawodnika wyprowadzającego zespół na boisko. Potrzebujemy ludzi mających wpływ na funkcjonowanie drużyny także poza nim.
– Skąd pomysł na testowanie Daniela Barana?
– To klasyczna sytuacja. Skauting rekomenduje zawodników, a jeśli jest możliwość ich sprawdzenia, to właśnie teraz jest na to najlepszy moment.
Podobnie postępujemy z młodzieżą z akademii. Chcemy ich przybliżać do pierwszego zespołu, żeby poznawali środowisko i wymagania. Jeśli pojawia się interesujący zawodnik rekomendowany przez dział skautingu, zawsze jestem otwarty na takie rozwiązanie.
– Pan będzie wybierał kapitana, czy będą wybory?
– Myślę, że wybierzemy demokratycznie. Zrobimy to drużynowo. Głos wszystkich zawodników i sztabu.