Duże pudło Roberta Lewandowskiego w Chicago! Na szczęście mu się upiekło

Robert Lewandowski wrócił do rywalizacji w MLS. W nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu jego Chicago Fire pokonało Portland Timbers 2:1, ale reprezentant Polski nie wpisał się na listę strzelców.

Robert Lewandowski w koszulce Chicago Fire macha do kibiców. O meczu z Portland Timbers przeczytasz na SE Supersport.
Autor: Lynne Sladky/ Associated Press

Chicago Fire szybko ustawiło sobie spotkanie. Na Soldier Field gospodarze dwukrotnie trafili przed upływem piętnastu minut. Najpierw do siatki trafił Robin Lod, a chwilę później prowadzenie podwyższył Djé D'Avilla. Przy żadnym z goli udziału nie miał jednak Lewandowski.

"Lewy" nie zaliczył najlepszego występu. Już w 17. minucie powinien podwyższyć na 3:0. Kolega z zespołu wyłożył mu piłkę jak na srebrzystej tacy, wydawało się, że dołożenie stopy do piłki i umieszczenie jej w siatce będzie formalnością. Polski napastnik niestety nie trafił w futbolówkę.

ZOBACZ TEŻ: Kolejny dramat Leo Messiego! Argentyńczyk załamany

Przy pierwszej bramkowej akcji zwlekał z oddaniem strzału, a jego uderzenie zostało zablokowane. Najbliżej gola był na początku drugiej połowy, gdy uderzył z około 15 metrów, ale bramkarz Portland zdołał odbić piłkę.

W 60. minucie Berhalter zdecydował się na zmianę. Miejsce Lewandowskiego zajął 30-letni Iworyjczyk Jonathan Bamba. Napastnik zakończył spotkanie zaledwie 17 kontaktami z piłką, trzema próbami strzału i jednym uderzeniem w światło bramki. Schodząc z boiska, wyraźnie nie był zadowolony ze swojego występu.

W tabeli Konferencji Wschodniej Chicago Fire zajmuje obecnie trzecie miejsce. Do prowadzącego Interu Miami traci sześć punktów, ale ma rozegrane o jedno spotkanie mniej.

Sam Lewandowski wciąż czeka natomiast na poprawę dorobku strzeleckiego. W czterech występach w MLS zdobył dotąd dwie bramki – obie w jednym meczu przeciwko Charlotte FC.