Chicago Fire szybko ustawiło sobie spotkanie. Na Soldier Field gospodarze dwukrotnie trafili przed upływem piętnastu minut. Najpierw do siatki trafił Robin Lod, a chwilę później prowadzenie podwyższył Djé D'Avilla. Przy żadnym z goli udziału nie miał jednak Lewandowski.
"Lewy" nie zaliczył najlepszego występu. Już w 17. minucie powinien podwyższyć na 3:0. Kolega z zespołu wyłożył mu piłkę jak na srebrzystej tacy, wydawało się, że dołożenie stopy do piłki i umieszczenie jej w siatce będzie formalnością. Polski napastnik niestety nie trafił w futbolówkę.
ZOBACZ TEŻ: Kolejny dramat Leo Messiego! Argentyńczyk załamany
Przy pierwszej bramkowej akcji zwlekał z oddaniem strzału, a jego uderzenie zostało zablokowane. Najbliżej gola był na początku drugiej połowy, gdy uderzył z około 15 metrów, ale bramkarz Portland zdołał odbić piłkę.
W 60. minucie Berhalter zdecydował się na zmianę. Miejsce Lewandowskiego zajął 30-letni Iworyjczyk Jonathan Bamba. Napastnik zakończył spotkanie zaledwie 17 kontaktami z piłką, trzema próbami strzału i jednym uderzeniem w światło bramki. Schodząc z boiska, wyraźnie nie był zadowolony ze swojego występu.
W tabeli Konferencji Wschodniej Chicago Fire zajmuje obecnie trzecie miejsce. Do prowadzącego Interu Miami traci sześć punktów, ale ma rozegrane o jedno spotkanie mniej.
Sam Lewandowski wciąż czeka natomiast na poprawę dorobku strzeleckiego. W czterech występach w MLS zdobył dotąd dwie bramki – obie w jednym meczu przeciwko Charlotte FC.