Żużel. Drużynowy Puchar Świata nie dla Polski. PGE Narodowy zaczarowany
Nie było 15 tytułu Drużynowych Mistrzów Świata, ani też 10 triumfu w DPŚ. Żużlowa Reprezentacja Polski pod dowództwem Stanisława Chomskiego zajęła rozczarowujące, 3. miejsce na PGE Narodowym w Warszawie. Najlepsi byli Australijczycy, którzy w pierwszej serii wygrali wszystkie 4 wyścigi, a później kontrolowali sytuację. "Biało-Czerwonych" wyprzedzili również Duńczycy. W pokonanym polu gospodarze zostawili jedynie osłabioną Wielką Brytanię. A i tego mogło nie być, gdyby nie świetna forma... rezerwowego Kacpra Woryny.
- Dobrze się czułem, fajnie mi się jeździło. Czułem, że dam radę coś zdziałać. Nie ma co mówić o niedosycie, bo patrząc na przebieg zawodów, to nawet groziło nam 4. miejsce. To jest sport i wszyscy daliśmy z siebie maksimum. Każdy zostawił serce na torze i brąz jest powodem do dumy - powiedział Woryna.
"Super Express" zapytał wychowanka Rybek Rybnik o kontrowersyjną decyzję sędziego Latosinskiego, a w zasadzie brak interwencji arbitra. Chodziło o ostatni wyścig dnia. W Polaka uderzył Michael Jepsen Jensen. Woryna utrzymał się na motocyklu, ale stracił pozycję na rzecz Roberta Lamberta. Wydawało się, że to zdarzenie spokojnie mogło poskutkować przerwaniem wyścigu i wykluczeniem Duńczyka. Zawodnicy pojechali dalej, reprezentant Polski przywiózł jeden punkt, co nie pozwoliło nam dogonić Duńczyków. Woryna podkreślił, że szanuje swoje kości i robił wszystko, by jechać dalej. - Eksperci twierdzą, że mógł być przerwany. Był kontakt, dla mnie najważniejsze jest moje zdrowie - zaznaczył.
Dalszy ciąg materiału pod galerią ze zdjęciami z PGE Narodowego!
Zmarzlik kontra Michelsen. Mistrz świata zirytowany po pytaniu dziennikarza
To nie był dzień reprezentacji Polski i Bartosza Zmarzlika. Sześciokrotny mistrz świata słabo wychodził ze startu i w końcu wygrał tylko jeden wyścig. W ostatniej serii as Orlen Oil Motoru Lublin zdecydowanie zaatakował Mikkela Michelsena. Nie było kontaktu, a Duńczyk wylądował na torze. Sędzia słusznie wykluczył go z powtórki. Tuż po zdarzeniu wściekły ruszył w kierunku Zmarzlika. Powstrzymywali go koledzy z zespołu.
Po zawodach Michelsen ochłonął i przyznał, że "zrobił z siebie głupka". Kibice głośno go wygwizdali, ale jak przyznał sam zainteresowany - zasłużył na to i nie ma żalu do fanów.
A Zmarzlik? W wyścigu z Michelsenem wyglądał dobrze, ale całościowo nie zasłużył na wysoką notę. W parku maszyn twierdził, ze "trzeba się cieszyć z brązu", ale jego zachowanie zdradzało rozczarowanie. To sugerował mistrzowi Mateusz Puka z portalu WP Sportowe Fakty, co wyraźnie rozsierdziło reprezentanta Polski. - Mateusz, nie szukaj sensacji. Zawsze szukasz sensacji. Nie znajdziesz, nie powiem ci nic więcej. Tylko napisz to, że tak do ciebie powiedziałem - rzucił Zmarzlik.
Pytany przez "Super Express" o tor w Warszawie przyznał otwarcie: "poza tym, że jest w Polsce, zupełne nie przypomina naszych torów, więc mieliśmy problemy regulacyjne".
Problemy żołądkowe Patryka Dudka
To być może nie był czynnik decydujący, ale na pewno miał ogromny wpływ na wynik końcowy. Sobota była dla Patryka Dudka prawdziwą drogą przez mękę. Na torze nie błyszczał, a po turnieju z wyraźnym trudem poruszał się po parkingu. Okazało się, że "Duzers" walczył z poważnymi problemami żołądkowymi. Potwierdzili to selekcjoner Stanisław Chomski, menedżer Dudka Dariusz Sajdak i wspominany wyżej Zmarzlik. - Patryk źle się poczuł, nie mógl pokazać 100% możliwości. Każdy z nas zostawił serce dla barw, dla narodu - powiedział "Super Expressowi" Zmarzlik.
Okazało się, że mimo problemów, Dudek bardzo chciał pojechać w ostatniej serii. Stanisław Chomski uznał jednak, że to nie jest dobry pomysł. Wyjechał za niego Woryna i wygrał wyścig nr 17. Trzeba tu dodać, że zawodnik Motoru Lublin zasłużył na najwyższą notę.
Australia po 24 latach
Złoto powędrowało do "Kangurów". Po 24 latach Australia znów jest najlepsza. Wygrała rok temu SoN w Toruniu, teraz "poprawiła" Polakom na PGE Narodowym. A warto pamiętać, że drużyna Marka Lemona musiała sobie radzić bez kontuzjowanego Jacka Holdera. Po zawodach radości nie ukrywał m.in. Ryan Douglas. - To wspaniałe uczucie, osiągnąć coś takiego przed taką publicznością. Nigdy nie wiesz, jak to się ułoży w sporcie żużlowym, ale ta pierwsza seria poszła po naszej myśli i potem oczekiwania wzrosły. Jest grono osób, które nie zawsze we mnie wierzy i chyba coś im dzisiaj udowodniłem - przyznał zawodnik PSŻ Poznań.
Australijczycy odebrali złote medale i z nimi wrócili do parku maszyn. Mark Lemon odebrał gratulacje m.in. od legendarnego Ove Fundina. 93-latek ze Szwecji również błysnął na PGE Narodowym. Jego przejazd motocyklem będzie jednym z tych obrazków, które z nami zostaną na dłużej.
Konrad Marzec z PGE Narodowego w Warszawie