Dla Diany Sznajder był to premierowy awans do tej fazy wielkoszlemowego turnieju w singlu. Do tej pory Rosjanka i Aryna Sabalenka nigdy nie grały przeciwko sobie. Przed spotkaniem to właśnie liderka światowego rankingu była uznawana za zdecydowaną kandydatkę do wejścia do półfinału, a nawet do końcowego triumfu (zwłaszcza po opadnięciu Igi Świątek).
Ten wynik to kolejna niespodzianka, jakich podczas tegorocznego turnieju w Paryżu wiele (zarówno wśród panów jak i pań).
Pierwszy set tego nie zwiastował. Owszem Diana Sznajder potrafiła jeszcze momentami postawić się Sabalence. Odrobiła jedno przełamanie, utrzymała własne podanie, walczyła, ale ostatecznie nie była w stanie zagrozić Białorusince. Ta, w dużej mierze, kontrolowała przebieg partii i zwyciężyła 6:3.
W drugim secie Sabalenka, już na otwarcie, przełamała przeciwniczkę. Przy stanie 4:1 wydawało się wtedy, że pewnie zmierza po awans. Końcówka seta przyniosła jednak niespodziewany zwrot akcji. Od stanu 3:5 Sznajder wygrała cztery gemy z rzędu i doprowadziła do decydującej partii, kompletnie zmieniając obraz spotkania.
W trzecim secie Rosjanka całkowicie przejęła inicjatywę. Liderka rankingu wyglądała na rozbitą po nieoczekiwanie straconej drugiej odsłonie, popełniała sporo błędów. Sznajder wykorzystała to bezlitośnie — trzykrotnie przełamała Białorusinkę i triumfowała aż 6:0.
Na rosyjską tenisistkę czeka Maja Chwalińska, największa rewelacja tegorocznego Rolanda Garrosa. Zawodniczka z Dąbrowy Górniczej odniosła największe zwycięstwo w swojej dotychczasowej karierze. Polka awansowała do półfinału French Open po wygranej z Rosjanką Anną Kalinską 7:6 (7-3), 6:3 w ćwierćfinale rozgrywanym w Paryżu.