- Maja Chwalińska z problemami zdrowotnymi odpadła w 1. rundzie Wimbledonu.
- Dzień po porażce w singlu, polska tenisistka wycofała się z gry w deblu.
- "Nie taki Wimbledon sobie wyobrażałam, ale taki jest czasem tenis" - zwróciła się do kibiców.
Wimbledon: Po koszmarze pilny komunikat o Mai Chwalińskiej
Maja Chwalińska po finale Roland Garros wróciła do gry od razu na Wimbledonie. Po otrzymaniu "dzikiej karty" od organizatorów została rozstawiona z numerem "20" i w 1. rundzie wpadła na kwalifikantkę z Tajlandii, Mananchayę Sawangkaew. Od pierwszej piłki tego meczu to Polka prezentowała się lepiej. Przy stanie 6:2, 5:2 i 40-30 miała już piłkę meczową przy serwisie rywalki, gdy rozpoczął się jej dramat. Chwalińska poślizgnęła się na trawie i upadła, doznając urazu stawu skokowego. Potrzebna była pomoc medyczna, która nie przyniosła jednak oczekiwanych efektów, bo tenisistkę dopadły jeszcze poważniejsze problemy zdrowotne. Mecz zakończył się bolesną porażką Polki 6:2, 5:7, 2:6.
Maja Chwalińska zabrała głos po dramacie! To nie przez kontuzję przegrała, zaskakujące kulisy!
- Skurcze, które tutaj mnie spotkały, nigdy mi się nie zdarzyły w takiej skali, bardzo mnie ograniczyły. Myślę, że to stres, zmiana nawierzchni oraz fakt, jak intensywnie wyglądały ostatnie tygodnie - tłumaczyła po porażce Chwalińska.
Po porażce w singlu pod znakiem zapytania stanął także występ finalistki Roland Garros w turnieju deblowym, do którego była zgłoszona z austriacką przyjaciółką Sinją Kraus. Następnego dnia rozwiano wszelkie złudzenia.
We wtorek (30 czerwca) organizatorzy potwierdzili, że para Chwalińska/Kraus wycofała się z gry w deblu. W mediach społecznościowych Polka zwróciła się też do kibiców.
"Nie taki Wimbledon sobie wyobrażałam, ale taki jest czasem tenis. Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, naprawdę to doceniam" - podsumowała występ w Londynie, po którym czeka ją przerwa i proces powrotu do pełni sił.