- Nie byłem do końca usatysfakcjonowany nie tylko z wyniku, ale też z tego, jak graliśmy. Tamto spotkanie można wykorzystać, by lepiej przygotować się do rewanżu w Izraelu. Spodziewam się trudniejszego meczu niż w Poznaniu – przyznał na konferencji prasowej. - Prawie każdy zespół w Europie gra lepiej na swoim stadionie, niż na wyjeździe. Wiele aspektów na to się składa. Hapoel ma wielu fanatycznych kibiców, co będzie ich atutem. Rywale, jeśli chcą dalej grać w europejskich pucharach, muszą ten mecz wygrać, ale my też mamy taki sam cel, bo zwycięstwo przybliży nas do awansu do kolejnej rundy. Dlatego oczekuję, że będzie to otwarte spotkanie - podkreślił trener.
Poznaniacy zatracili skuteczność, w trzech ostatnich meczach zdobyli tylko jednego gola – w niedzielę z Radomiakiem, który zapewnił im skromne zwycięstwo. Van den Brom zapewnił, że nie ma powodów do niepokoju. - Byłby zmartwiony, gdybyśmy nie kreowali sytuacji bramkowych, tak jak może było to na początku sezonu. Przeciwko Radomiakowi mieliśmy wiele okazji, mogliśmy wygrać trzy lub cztery zero i dziś nie dyskutowalibyśmy na temat naszej skuteczności. Moi napastnicy są pewni siebie i wiem, że zaczną strzelać – podkreślił opiekun "Kolejorza".
Lech właśnie wszedł w najbardziej intensywny dla niego moment sezonu. Do 12 listopada rozegra dziewięć lub dziesięć (w przypadku awansu do 1/8 finału Pucharu Polski) spotkań. Szkoleniowiec zapewnił, że pod względem fizycznym zespół jest bardzo dobrze przygotowany na najbliższe pojedynki. - Fizycznie jesteśmy bardzo mocni i wyglądamy lepiej niż przerwą na reprezentację. Im dalej w sezon, tym łatwiej jest się adaptować do wysiłku. Poza tym mogę rotować składem, Joel Pereira miał bardzo dużo meczów w nogach i przeciwko Radomiakowi nie zagrał. W jego miejsce pojawił się Alan Czerwiński. Mikael Ishak też jest gotowy na 90 minut, ale także dostał trochę odpoczynku, żeby mógł z pełną energią przystąpić do kolejnego meczu – tłumaczył.