- Rodrigo Conceicao z Jagiellonii otwarcie mówi o życiu w Polsce i wpływie słynnej piłkarskiej rodziny, z ojcem i bratem w Juventusie.
- Piłkarz Jagiellonii analizuje niedawny kryzys drużyny i wyzwania w Lidze Europy, przed meczem z Lewskim Sofia.
- Odkryj, jak Portugalczyk ocenia wsparcie kibiców i jakie ambicje wiąże z występami w Europie.
"Super Express": - Czy proces aklimatyzacji pan ma już za sobą?
Rodrigo Conceicao (obrońca Jagiellonii Białystok): - Zdecydowanie tak. Szybko odnalazłem się w Jagiellonii. To świetny klub do rozwijania i kontynuowania kariery. Widać, że jest bardzo ambitny i chce iść do przodu. Poza tym gramy atrakcyjną piłkę, dużo dzieje się w meczach z naszym udziałem. Poza tym w szatni jest kilku zawodników z Hiszpanii i Portugalii, z którymi tworzymy zgraną paczkę, ale to nie jest tak, że izolujemy się od reszty. Szczególnie na początku mogłem liczyć na pomoc pozostałych chłopaków z drużyny. Mamy bardzo zgraną grupę, co jest szczególnie istotne.
- Niedawno zmagaliście się ze sporym kryzysem. Czy najgorsze już za wami?
- Mam nadzieję, że tak, ale to się jeszcze okaże po kolejnych meczach. Fakt, że we wrześniu i październiku przegraliśmy tak dużo spotkań nam nie pomógł, ale z drugiej strony sezon jest długi i tak naprawdę nic jeszcze nie przegraliśmy. Dalej gramy na trzech frontach, więc nic jeszcze nie straciliśmy.
Julio Velazquez o Jagiellonii w Lidze Europy. Tak trener Lewskiego określa Jesusa Imaza [ROZMOWA SE]
- Przyjechaliście do Sofii z trzema wygranymi z rzędu.
- I zechcemy tę serię przedłużyć. Wiadomo, że nie będzie łatwo, Lewski jest liderem w swojej lidze, w Lidze Europy ma cztery punkty po trzech meczach. Wydaje się, że będzie to bardzo wyrównane spotkanie. Czeka nas niełatwy mecz, ale na tym poziomie nie ma już łatwych spotkań.
- Awans do Ligi Europy i występy w niej to największe w tym sezonie wyzwanie sportowe dla Jagiellonii?
- Nie chcę mówić, że największe, ponieważ bardzo mocną uwagę skupiamy na lidze oraz rozgrywkach o Puchar Polski. Nadal mamy bardzo dużo do wygrania, także w Lidze Europy. W Ekstraklasie i krajowym pucharze zaczęliśmy odnosić zwycięstwa, czas na europejskie puchary.
- Trzy punkty w trzech meczach fazy ligowej. Chyba mogło być trochę lepiej?
- Zdecydowanie tak. Szczególnie boli przegrana w Pireusie, gdzie straciliśmy gola w końcówce spotkania. Mecz z Anderlechtem od początku nie układał się po naszej myśli, a rywalizując z taką marką musisz być w absolutnie najwyższej formie, aby myśleć o jakichkolwiek punktach. Tak, jak miało to miejsce w naszej rywalizacji z Rangers FC, kiedy zagraliśmy dwa bardzo dobre mecze. Na pewno jednak nie powiedzieliśmy ostatniego słowa i w najbliższym meczu zagramy o komplet punktów. Ewentualne zwycięstwo bardzo by nam pomogło w kontekście walki o potencjalny awans.
- Pochodzi pan ze sportowej rodziny. Pana tata w przeszłości był wybitnym reprezentantem Portugalii, zdobywał Puchar Zdobywców Pucharów z Lazio, a brat z powodzeniem gra w Juventusie. Czy śledzą pana poczynania w Polsce?
- Oczywiście! Często ze sobą rozmawiamy. Jestem pewien, że mój tata pojawi się w Polsce na którymś naszym spotkaniu. Powiem więcej, kiedy awansowaliśmy do Ligi Europy po cichu liczyłem, że wylosujemy Juventus i zmierzę się z bratem. Stało się inaczej, ale i tak wspólnie z Francisco życzymy sobie wzajemnie powodzenia przed kolejnymi spotkaniami. Naturalnie są jeszcze Sergio, który gra w AEL Limassol i Moises, występujący w Portugalii.
- Szybko stał się pan jednym z ulubieńców kibiców Jagiellonii.
- Nasi kibice są niesamowici. Gramy tyle meczów, często w różnych częściach Europy, a oni zawsze są z nami. Poza tym nawet jeżeli przegrywamy ich wsparcie i doping trwa od pierwszej do ostatniej minuty. Nigdy od nas się nie odwrócili, a jak mieliśmy tę serię przegranych z trybun otrzymywaliśmy wsparcie. To bardzo ważne.
Jakub Kamiński wrócił do zdrowia w Benfice. Lech dostanie od niego "Kamykiem"?