Robert Lewandowski zdobył gola i zaliczył wpadkę
Robert Lewandowski powoli rozkręca się w barwach Chicago Fire. Kapitan reprezentacji Polski do tej pory w zespole z "Wietrznego miasta" rozegrał pięć spotkań, w których zdobył trzy gole. W nocy z niedzieli na poniedziałek także pojawił się na boisku. Rywalem drużyny z Chicago był ostatni zespół z najwyższej klasy rozgrywkowej Meksyku. Teoretycznie zatem "Lewy" i spółka trudnego zadania nie mieli. Mimo to bardzo długo męczyli się z meksykańskim słabeuszem. Do 90. minuty utrzymywał się remis 1:1. W 20. minucie Santos objął prowadzenie po golu Ezequiela Bullaude, a w 72. wyrównał Philip Zinckernagel. W końcówce jednak "Strażacy" zdobyli dwa gole i przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Jedną z bramek zdobył Robert Lewandowski. Zanim Polak trafił do siatki, zaliczył wielką wpadkę. Wszyscy mieli ubaw, a miłośnikom Ekstraklasy na chwilę kapitan reprezentacji Polski skojarzył się ze znanym z nieskuteczności Miletą Rajoviciem. "Lewy" jednak momentalnie zamknął im buzie.
Robert Lewandowski wypromuje MLS? Michael Essien o Polaku, Leo Messim i mundialu [ROZMOWA SE]
Robert Lewandowski zgasił tych, co mieli z niego ubaw
W 83. minucie meczu Robert Lewandowski otrzymał kapitalne dośrodkowanie od Antona Saletrosa. Gol wydawał się pewny, bo do bramki było zaledwie pięć metrów. Polak jednak posłał piłkę nad poprzeczką, a kibice Chicago Fire nie dowierzali, że zmarnował taką taką okazję. Po tej wpadce kibice Santosu Laguna drwili z kapitana reprezentacji Polski. Zapomnieli jednak o tym, że "Lewego" nigdy nie wolno lekceważyć. W doliczonym czasie gry Robert Lewandowski w najlepszy możliwy sposób zgasił tych, co mieli z niego ubaw. Jak prawdziwy lis pola karnego w nieco ekwilibrystyczny dobił piłkę po uderzeniu Philipa Zinckernagela i ustalił wynik meczu na 3:1 na Chicago Fire. Chwilę wcześniej gola dla "Strażaków" zdobył Robin Loid.
Robert Lewandowski tłumaczy porażkę. Padły gorzkie słowa o tym, co jest niemożliwe