Ale cios dla kibiców żużla w Polsce. Uwielbiany Janusz Kołodziej kończy karierę
- Dla mnie to ogromna ulga, bo długo czekałem na tę galę, żeby właśnie tutaj to ogłosić i oficjalnie to potwierdzić. Za mną wiele tygodni dywagacji czy będę dalej jeździł, czy nie, więc cieszę się, że mam to za sobą. Czasami ciężko to przechodzi przez gardło, ale ostatecznie mi się udało - przyznał Janusz Kołodziej po sobotniej gali w rozmowie z oficjalnym portalem PGE Ekstraligi.
Zobacz też: Dramat Bartosza Zmarzlika w ostatnim wyścigu! Jest nowy król żużla
42-latek to prawdziwy multimedalista. Te najważniejsze sukcesy to osiem tytułów drużynowego mistrza Polski (pięć z Unią Leszno i trzy z Unią z rodzinnego Tarnowa) oraz cztery złota w indywidualnych mistrzostwach kraju. W reprezentacji Polski zdobył trzy złote krążki w Drużynowym Pucharze Świata, a w 2022 roku został indywidualnym wicemistrzem Europy. Do pełni szczęścia zabrakło mu sukcesów w cyklu Grand Prix - jako stały uczestnik startował tylko dwukrotnie (w 2011 i 2019 roku), a największym sukcesem było zwycięstwo w Grand Prix Czech siedem lat temu.
"Doszedłem do ściany"
Swoją karierę Kołodziej rozpoczął w wieku 16 lat w Unii Tarnów, skąd w 2010 roku trafił do Unii Leszno. Potem znów wrócił do rodzinnego Tarnowa, by w 2017 roku ponownie podpisać kontrakt z leszczyńskim klubem. W minionym sezonie był drugim najlepiej punktującym zawodnikiem swojego klubu - ze średnią punktową 1,918 w 49 biegach. Lepszy pod tym względem był tylko Benjamin Cook (1,989 pkt w 92 startach). Starty Kołodzieja komplikowały jednak problemy zdrowotne, z którymi bardzo często borykał się w ostatnich sezonach.
Doszedłem w pewnym momencie do takiej ściany, która powiedziała mi, że czas przejść na inna stronę życia. Że trzeba zwolnić i nie robić wszystkiego najszybciej, jak się da. Dla mnie to ogromna ulga, że mogę żyć jak normalny człowiek
- przyznał żużlowiec za pośrednictwem strony Unii Leszno.
