- Wielki finał żużlowego Grand Prix w Toruniu zadecyduje o tytule Indywidualnego Mistrza Świata, gdzie Bartosz Zmarzlik staje przed kluczowym wyzwaniem.
- Polak, mimo czterech tytułów, goni lidera Roberta Lamberta i ujawnia, skąd bierze się jego nienasycony głód zwycięstw.
- Odkryj jego dziecięce marzenia o mistrzostwie i dowiedz się, co naprawdę napędza go do bycia najlepszym na świecie.
Emocje w żużlowym świecie sięgają zenitu. Przed nami ostatnia runda cyklu Grand Prix 2026, która 26 września odbędzie się w Toruniu. To właśnie tam rozstrzygnie się, kto zostanie nowym Indywidualnym Mistrzem Świata. Po pechowych zawodach w duńskim Vojens, gdzie deszcz przerwał rywalizację po 20 wyścigach, Bartosz Zmarzlik stracił pozycję lidera na rzecz Brytyjczyka Roberta Lamberta. Obecnie Polak traci do niego zaledwie punkt. W grze o złoto pozostaje jeszcze Australijczyk Brady Kurtz, który do lidera traci trzy "oczka". Pewne jest jedno – Zmarzlik stanie na podium, ale dla zawodnika jego formatu liczy się tylko najcenniejszy kruszec. Jaki jest jego przepis na sukces?
Apetyt na siódmego... kotleta
Dla Bartosza Zmarzlika presja i oczekiwania to chleb powszedni. Choć na koncie ma już cztery tytuły mistrza świata, jego głód zwycięstw jest nienasycony. W niedawnej rozmowie z "Super Expressem" porównał to do ulubionego dania.
- Jak coś smakuje, to chcesz tego więcej - mówi wprost Bartosz Zmarzlik.
Przeczytaj także: Żużel: Fatalne wieści tuż przed GP Danii! Bartosz Zmarzlik już nie ma przewagi
Jednocześnie przyznaje, że utrzymanie się na szczycie to ogromne wyzwanie, a oczekiwania kibiców i ekspertów są gigantyczne. Sam przyzwyczaił fanów do regularnych triumfów, przez co każde potknięcie jest szeroko komentowane.
- Gdy robisz jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć tytułów, to potem, cokolwiek nie zrobisz, w opinii publicznej coś jest nie tak. Przegrał, bo przyjechał drugi. A gdybyśmy się cofnęli dziesięć lat do tyłu i gdybym przyjechał drugi, to byłoby wielkie "wow" - zauważa mistrz. - Ale z drugiej strony jest to super, bo to pokazuje, czego ludzie ode mnie oczekują i do czego ich też przyzwyczaiłem. Sam sobie to narobiłem - dodaje z uśmiechem.
"Od dziecka kochałem żużel i wygrywanie"
Skąd wziął się fenomen Bartosza Zmarzlika? Jego pasja do sportu i rywalizacji narodziła się w dzieciństwie. Jak sam wspomina, wszystko zaczęło się od chęci pokonywania kolejnych barier i miłości do sportu, którą dzielił ze swoim bratem.
- Wszystko wzięło się z chęci rywalizacji. Od dziecka kochaliśmy z bratem sport i myślę, że chęć wygrywania była kluczowa - wspomina Zmarzlik.
Już jako mały chłopiec marzył o największych laurach. W internecie do dziś można znaleźć archiwalne nagranie, na którym młody Bartek z odwagą deklaruje, że chce zostać mistrzem świata.
- Słowo "mistrz świata" wywierało na mnie wielkie wyobrażenie, chęć i determinację, by móc poczuć, jak to jest. Myślę, że wtedy, wypowiadając te słowa, że chcę nim być, nie byłem świadomy, o co mówię. Odważny byłem - przyznaje.
Więcej rozmów, mniej wypadków
Żużel to nie tylko walka z rywalami, ale także z maszyną i własnymi ograniczeniami. Zmarzlik podkreśla, jak ważny jest sprzęt i zgrany zespół mechaników. Choć ma do nich pełne zaufanie, sam lubi być blisko parku maszyn.
- Bezsprzecznie mam wspaniałych mechaników, ale lubię doglądać, lubię kręcić się przy sprzęcie - wyjaśnia.
Zobacz też: GP Danii w Vojens: Zawody storpedowane, koszmar Bartosza Zmarzlika! Nie do wiary
Jako jeden z najbardziej doświadczonych zawodników w stawce, zwraca również uwagę na kwestie bezpieczeństwa. Jego zdaniem kluczem do poprawy sytuacji na torach jest lepsza komunikacja i regularne konsultacje w szerokim gronie czołowych żużlowców.
- Potrzeba więcej rozmów z zawodnikami. Nie chodzi o to, żeby nas słuchać, bo my też wszystkiego nie wiemy, ale żeby konsultować pewne rzeczy w szerokim gronie, na przykład w gronie 16 najlepszych zawodników z Ekstraligi. Myślę, że z każdej wypowiedzi można by było znaleźć coś fajnego - proponuje mistrz.
Najważniejsze, "żeby gorzej nie było"
Poza torem Bartosz Zmarzlik jest oddanym mężem i ojcem. Czy jego synowie pójdą w jego ślady? Mistrz podchodzi do tego ze spokojem. - Bawią się i niech się bawią - mówi krótko, dając im czas na własne decyzje.
A jakie jest jego największe marzenie, zarówno sportowe, jak i życiowe? Odpowiedź jest prosta i niezwykle wymowna, zwłaszcza w kontekście tak niebezpiecznego sportu.
- Czego można sobie życzyć? Żeby być zdrowym i żeby gorzej nie było, niż jest - kończy Zmarzlik.
Przed nim decydująca batalia w Toruniu. Batalia nie tylko o punkty i złoto, ale także o zapisanie kolejnej, wspaniałej karty w historii światowego żużla.