Kacper Tomasiak wprost o powrocie Stefana Horngachera do Polski. "Jest inaczej"

- Jest trochę inaczej, niż było w poprzednich latach i trzeba się do tego przyzwyczaić - mówi Kacper Tomasiak o współpracy ze Stefanem Horngacherem, który po ostatnim sezonie opuścił reprezentację Niemiec i zdecydował się na powrót do Polski. Multimedalista igrzysk olimpijskich Mediolan-Cortina 2026 w rozmowie z "Super Expressem" i Polskim Radiem zdradził też, jak w natłoku nowych obowiązków i treningów śledzi się piłkarski mundial, a także wspomniał tragicznie zmarłego Grzegorza Miętusa, który przez lata trenował go w kadrze juniorów.

Uśmiechnięty skoczek narciarski Kacper Tomasiak w czerwonej czapce. O zmianach w kadrze przeczytasz na SE Supersport.
Autor: ART SERVICE Kacper Tomasiak
  • Kacper Tomasiak był zimą najjaśniejszym punktem w polskiej kadrze skoczków, w której po sezonie doszło do zmian.
  • Stefan Horngacher dołączył do sztabu reprezentacji Polski po odejściu z kadry Niemiec.
  • Tomasiak w obszernej rozmowie podkreśla, że współpraca z uznanym trenerem z Austrii jest trochę inna, głównie ze względu na kwestie językowe.
  • 19-letni skoczek wspomniał też zmarłego Grzegorza Miętusa i opowiedział, jak polscy skoczkowie odnajdują się w nowej rzeczywistości bez Kamila Stocha w kadrze.

Wielki powrót Stefana Horngachera, Kacper Tomasiak wprost: "Jest inaczej"

Kacper Tomasiak był polskim bohaterem minionej zimy, która dla pozostałych skoczków ponownie była trudna. W debiutanckim sezonie był najlepszym z Polaków w Pucharze Świata na 23. miejscu, dwukrotnie zajmując miejsca w czołowej "5" zawodów PŚ. Prawdziwy popis dał jednak na igrzyskach olimpijskich Mediolan-Cortina 2026, z których wrócił jako potrójny medalista - srebrny na skoczni normalnej i w konkursie duetów z Pawłem Wąskiem oraz brązowy na dużej skoczni. Nowy sezon rozpoczął od zwycięstwa w Memoriale Olimpijczyków w Szczyrku, w którym w zeszłym roku uplasował się dopiero w trzeciej dziesiątce, a dwa dni później wziął udział w uroczystym wmurowaniu kamienia węgielnego pod budynek w Mieście Polskich Mistrzów Olimpijskich, w którym będzie mógł zamieszkać.

Wyjątkowe chwile u Kacpra Tomasiaka! Mieszkanie w budowie, a tu taka wiadomość

Po tej ceremonii porozmawialiśmy z nim m.in. o zmianach w polskich skokach, do których doszło po ostatnim trudnym sezonie. Te największe to powrót Stefana Horngachera i koniec kariery Kamila Stocha.

Kacper Tomasiak

- Można powiedzieć, że polskie skoki miały dekarza z Wisły, a teraz objawił się murarz z Bielska-Białej.

Kacper Tomasiak: - (śmiech). Czułem się trochę nieswojo, bo nie do końca wiedziałem, co mam dokładnie zrobić. W takich sytuacjach, kiedy po prostu się na czymś nie znam, nie czuję się aż tak swobodny. Na pewno było to ciekawe przeżycie, choć do murarza to jeszcze dużo brakowało!

- Do tego wraca do nich "Bestia z Hinterzarten". Praca ze Stefanem Horngacherem robi na tobie duże wrażenie?

- Ciężko stwierdzić, bo raczej staram się skupiać na tych uwagach, które dostaję i nie ma czasu rozmyślać, czy robi to duże wrażenie. Na pewno jest trochę inaczej, bo głównie po angielsku, a nie po polsku. Stefan dużo rozumie po polsku i trochę umie też powiedzieć, więc nie ma bariery językowej, ale jest troszeczkę inaczej, niż było w poprzednich latach i trzeba się do tego przyzwyczaić. Myślę, że już się przyzwyczaiłem do tej pracy i idzie to w dobrym kierunku.

- A może jest też trochę inaczej, bo w grupie brakuje lidera w postaci Kamila Stocha, który cieszy się już urokami sportowej emerytury? Da się to odczuć?

- Na pewno, chociaż ja z Kamilem skakałem i byłem w grupie właściwie tylko pół roku. Nie przyzwyczaiłem się do niego aż tak jak Dawid czy Piotrek, którzy spędzili z nim tyle lat. Jest troszeczkę inaczej i czasami nawet trochę dziwnie, ale wszyscy jesteśmy zmotywowani do tego, żeby trenować na najwyższym poziomie, dawać z siebie wszystko i dalej ciągnąć te polskie skoki.

"Zaczęliśmy nietypowo od skoków bez kombinezonów"

- Rok temu byłeś "tylko" młodym skoczkiem, który otarł się o medal mistrzostw świata juniorów w wieku 16 lat, mającym teoretycznie najdłuższe pomaturalne wakacje w życiu. Te wakacje już jako medalista olimpijski podobają ci się bardziej?

- Pod kątem samej nauki to te wakacje nie są wcale gorsze, bo trochę to inaczej wygląda niż w szkole, szczególnie przy sporcie i tym indywidualnym toku nauki. A stricte sportowo w zeszłym roku udało się trochę więcej odpocząć, ale też miałem okres z kontuzją, więc to był odpoczynek mocno wymuszony. Teraz jestem gotowy i nie potrzebuję nie wiadomo ile odpoczywać, w treningach widać, że nie jestem przemęczony.

- Zimowy sezon zakończyłeś przedwcześnie po upadku w Vikersund. Później dość długo nie skakałeś i czy śladem Kamila Stocha z ostatnich lat ten powrót do skakania na świeżości pomógł ci zacząć z wysokiego C?

- Ta przerwa nie była dużo dłuższa, bo sezon zakończyłem jedynie tydzień przed ostatnim konkursem. Przygotowania zacząłem właściwie w tym samym terminie co wszyscy, więc nie było to nic specjalnego. Po prostu takie skakanie po dłuższym odpoczynku wyzwala trochę świeżości i trochę inne czucie, bo nie ma tego zmęczenia. Zaczęliśmy też trochę inaczej, bo pierwsze skoki mieliśmy bez kombinezonów, więc to także pomogło w zachowaniu czucia na skoczni. Na pewno byłem zadowolony, że te skoki po prostu mi wychodzą, a nie jak czasami się to zdarza, że próbujesz, a nic nie wychodzi. Dobrze zacząłem te przygotowania, ale skoki w maju czy w czerwcu ciężko porównywać do tych z zimy.

- A jak porównałbyś je do zeszłorocznych skoków na tym etapie przygotowań?

- W zeszłym roku na Memoriale Olimpijczyków w Szczyrku byłem 23. [w tym roku Tomasiak wygrał - red.], więc na pewno jest dużo lepiej (śmiech). Wtedy wyglądało to też inaczej ze względu na tę krótką kontuzję, ale ciężko stwierdzić, jak to będzie w kolejnych miesiącach. A to one będą najważniejsze pod kątem doszlifowania tej formy do zimy. Tam się będzie wszystko rozstrzygać, więc trzeba zaczekać i pracować po prostu najlepiej, jak się da.

Tomasiak typuje finał mundialu Hiszpania - Argentyna. "Messi czy Yamal?"

- Już 1 sierpnia w Wiśle inauguracja Letniego Grand Prix. Czy będziesz często startował tego lata?

- Szczerze mówiąc, jeszcze dokładnie nie wiem. Przypuszczam, że nie będziemy startować we wszystkich konkursach i jakieś odpuścimy. Na pewno będziemy startować w Wiśle, a potem zobaczymy. Trenerzy też nie podjęli jeszcze ostatecznych decyzji i myślę, że dopiero w trakcie albo po zawodach w Wiśle będzie to wszystko jasne.

- A czy w tym natłoku wszystkich obowiązków i treningów miałeś w ogóle okazję zainteresować się piłkarskim mundialem?

- Trochę tak, chociaż swoich faworytów akurat nie miałem. Nie miałem jednej drużyny, której bym kibicował, raczej oglądałem te mecze dla samego oglądania i analizowania, a nie kibicowania. 

- Zatem muszę spytać: kto wygra finał Hiszpania - Argentyna? Leo Messi czy Lamine Yamal?

- Nikomu bardziej nie kibicuję i ciężko stwierdzić, kto wygra, bo to jednak finał, więc nigdy nic nie wiadomo. Jak mam stawiać, to pewnie będzie remis i rzuty karne, a w nich wszystko jest możliwe. Messi czy Yamal? Ciężki wybór, ale... może niech będzie ten Yamal, tylko dlatego, że jest mi bliższy wiekiem!

Odmówił Adamowi Małyszowi i wspomina trenera Grzegorza Miętusa

- Adam Małysz otworzył ostatnio Beskidzkie Centrum Narciarstwa w Wiśle. Dlaczego dla ciebie nie jest to jeszcze etap, żeby wystawiać swoje nagrody?

- Szczerze powiedziawszy, najczęściej kiedy wystawia się nagrody, to albo pod koniec kariery, albo już po jej zakończeniu. Dziwnie się z tym czułem, że dopiero coś zdobyłem, a już się myśli o tym, żeby z tego robić takie muzeum czy galerię. Moja kariera tak naprawdę dopiero się rozpoczyna i chcę się skupić na treningach i przygotowaniach. W porównaniu do Adama Małysza czy Kamila Stocha mam na razie mało tych nagród, więc trzeba jeszcze trochę pozbierać (śmiech). Nie wykluczam, że w przyszłości dołączę do grona wyeksponowanego w Wiśle, ale będę o tym myślał za jakiś czas.

- Na koniec chciałbym wrócić do początku lipca i tragicznej informacji o nagłej śmierci Grzegorza Miętusa. Ty z oczywistych względów bardziej niż jako skoczka kojarzysz go jako trenera wspomagającego szkolenie polskich juniorów. Jak przez te lata wspólnych treningów zapadł ci w pamięć?

- Dużo trenowaliśmy właśnie w kadrze juniorów. Pierwsze takie wspomnienie to mistrzostwa świata juniorów w Whistler. Bardzo szczęśliwie się dla nas zakończyły [16-letni Tomasiak zajął w nich 4. miejsce indywidualnie i 2. w drużynie - red.], a byliśmy tam razem jako kadra. Z tamtego sezonu mam najlepsze wspomnienia jeśli chodzi o wyniki, bo potem jeszcze wygrałem swoje pierwsze zawody FIS Cup w Zakopanem, a Klemens Joniak był drugi.

Grzesiek bardzo pomagał nam ze sprzętem i ogólnie pod kątem zadbania o zawodników. Wiadomo, że w kadrze juniorów wygląda to trochę inaczej niż w tej seniorskiej, potrzebujemy nieco innego podejścia. Na pewno dobrze się z nim dogadywaliśmy i to wszystko bardzo dobrze działało pod kątem współpracy. Nie tylko u mnie, ale też u innych zawodników. Myślę, że wszyscy bardzo dobrze go wspominamy.

QUIZ: Rozpoznasz tych skoczków? Tylko najwięksi kibice sobie poradzą!
Pytanie 1 z 20
Zacznijmy od czegoś prostego. Skoczek na zdjęciu to...
Kamil Stoch