PŚ Sapporo: Domen Prevc znów deklasuje resztę
Japońskie Sapporo w ten weekend należało do jednego człowieka. Domen Prevc, podobnie jak w sobotę, nie znalazł pogromcy również w niedzielnym konkursie Pucharu Świata. Słoweniec umocnił się na prowadzeniu w cyklu, ale powody do zadowolenia mają też polscy kibice. Wszystko za sprawą Kacpra Tomasiaka, który okazał się najlepszym z Biało-Czerwonych.
Prevc znajduje się w życiowej formie. Niedzielny triumf był już jego dziewiątym w tym sezonie i osiemnastym w całej karierze. Słoweniec prowadził już na półmetku zawodów z przewagą 5,2 pkt nad reprezentantem gospodarzy, Ryoyu Kobayashim.
W finale Prevc skoczył 136,5 metra. Choć Kobayashi wylądował dwa metry dalej (138,5 m), przewaga z pierwszej serii wystarczyła Słoweńcowi do zwycięstwa różnicą 3,5 punktu. Podium uzupełnił Austriak Daniel Tschofenig, tracąc do triumfatora 11,9 pkt. Dzięki wygranej w Japonii Prevc ma już gigantyczną przewagę w klasyfikacji generalnej – wyprzedza drugiego Kobayashiego aż o 467 punktów.
Pierwsze punkty Klemensa Joniaka w Sapporo!
Z dobrej strony pokazał się Kacper Tomasiak. Po pierwszej serii Polak zajmował 17. lokatę, ale w finale odpalił prawdziwą "bombę". Skok na odległość 134,5 metra pozwolił mu przesunąć się aż o pięć pozycji w górę. Ostatecznie 12. miejsce dało mu miano najlepszego z Polaków tego dnia.
Nieco gorzej w drugiej próbie poradził sobie Dawid Kubacki. Mistrz świata po pierwszej serii był 13., wyprzedzając Tomasiaka, ale finałowy skok na 127,5 metra zepchnął go na 15. miejsce.
Punkty zdobyli również pozostali nasi reprezentanci, którzy awansowali do "30". Maciej Kot zanotował spory awans – z 27. na 20. miejsce. Stawkę punktujących zamknął Klemens Joniak (30. lokata). Jedynym Polakiem, który zakończył udział w zawodach na pierwszej serii, był Aleksander Zniszczoł (36. miejsce).
