Stan Wawrinka przystąpił do tegorocznego turnieju z tzw. "dziką kartą" w swoim ostatnim sezonie w cyklu ATP. Szwajcar, który w Melbourne wygrał swój pierwszy turniej wielkoszlemowy w 2014 roku, wytrzymał wyczerpujący pojedynek drugiej rundy, trwający cztery godziny i 33 minuty. Wawrinka, który w marcu skończy 41 lat, pokonał w środę Francuza Arthura Geę 4:6, 6:3, 3:6, 7:5, 7:6 (10-3).
Nawet sędzia nie wytrzymał. Świat obiegło to, co zrobiła Iga Świątek w Australian Open!
Australian Open: Historyczny wyczyn Wawrinki
- Jestem wyczerpany. To mój ostatni Australian Open, więc staram się wytrzymać jak najdłużej - przyznał trzykrotny mistrz wielkoszlemowy.
Szwajcar został najstarszym zawodnikiem, który dotarł do trzeciej rundy w Melbourne Park od 1978 roku, gdy w wieku 44 lat na tym etapie, jeszcze na kortach trawiastych, odpadł Australijczyk Ken Rosewall.
- Nie tylko dobrze się bawiłem, ale kibice dali mi mnóstwo energii. Nie jestem już młody, więc bardzo tego potrzebuję. To niesamowite uczucie być na tym korcie, słyszeć tyle hałasu, tyle wsparcia. To był długi mecz. Nie wiem, jak się zregeneruję, ale jestem bardzo szczęśliwy - powiedział Wawrinka.
Po sezonie zakończy karierę
Jeszcze przed startem tego sezonu utytułowany Szwajcar zapowiedział, że po nim zakończy karierę.
- Zawsze będę dawał z siebie wszystko na korcie... Bardzo dziękuję, że tu jesteście – zwrócił się do kibiców po wygranej z 20 lat młodszym Geą.
Jak Wawrinka będzie celebrował kolejne zwycięstwo w swoim 75. turnieju wielkoszlemowym?
- Może pójdę na piwo. Zasłużyłem na jedno! - wspomniał 40-letni tenisista.
W 3. rundzie trzykrotny mistrz wielkoszlemowy zagra z rozstawionym z numerem dziewiątym Amerykaninem Taylorem Fritzem.
