Hubert Hurkacz występ w Australian Open rozpoczął od zwycięstwa 6:7, 7:6, 6:3, 6:3 nad Belgiem Zizou Bergsem. W kolejnej rundzie jego rywalem był Amerykanin Ethan Quinn (nr 80) i wydawało się, że wszystkie kluczowe atuty będą po stronie Polaka. Niestety, już w pierwszym secie Hurkacz miał niski procent trafianego pierwszego podania, na co wpływ miał pewnie wiejący wiatr. Na dodatek nie wykorzystywał kolejnych szans na przełamanie (miał aż sześć breakpointów w tej partii). Sam stracił serwis (gem do zera) i przegrywał 2:4, a potem marnował kolejne szanse na odrobienie strat. Młody Quinn wygrywał najważniejsze punkty, grając wtedy bardzo odważnie i skutecznie. Świetnie serwował w trudnych momentach. A nasz tenisista był często zbyt pasywny.
Drugi set był bardzo wyrównany i wszystko rozstrzygnęło się w tie-breaku. Hubert Hurkacz prowadził w nim z przewagą mini-breaka, ale roztrwonił ją i to Ethan Quinn jako pierwszy miał piłkę setową - przy stanie 6-5. Niestety, Polak wtedy minimalnie przestrzelił, zagrywając forhend po crossie. Aż nie dowierzał, kiedy system elektroniczny wywołał aut.
Po porażce w drugim secie widać było, że nasz tenisista jest już bardzo sfrustrowany i jakby zeszło z niego powietrze. W trzeciej partii kolejne gemy uciekały już bardzo szybko. Przegrał 4:6, 6:7(5), 1:6, odpadając z Australian Open w 2. rundzie.
Hubert Hurkacz rok temu doszedł w Australian Open aż do ćwierćfinału, więc straci dużo punktów. Do gry wrócił po siedmiu miesiącach przerwy i trudnej walce z kontuzją kolana. Dlatego można było mieć obawy, czy zdoła utrzymać wysoką formę, którą błysnął na początku roku w United Cup. W Sydney warunki były zbliżone do halowych, co z pewnością pomagało Polakowi wykorzystywać swoje atuty. W wietrznym Melbourne tenisiście z Wrocławia grało się już wyraźnie trudniej.
Australian Open, 2. runda
Hubert Hurkacz (Polska) - Ethan Quinn 4:6, 6:7(5), 1:6
