– Na pewno jestem bardzo szczęśliwa. Na pewno jestem jeszcze w lekkim szoku. Jednak ten skok jest ogromny i to wszystko stało się w bardzo krótkim odstępie czasowym. Także dużo, dużo się działo i jeszcze potrzebuję chwilkę, żeby to wszystko przetrawić – powiedziała na wstępie Chwalińska.
Nie ukrywała również zaskoczenia skalą zainteresowania, z jaką spotkała się po przylocie do kraju. – Zdecydowanie nie wiedziałam. Byłam świadoma, że ktoś się zjawi. Natomiast skala tego była ogromna, więc naprawdę dziękuję wszystkim. Cieszę się, że mogłam Wam sprawić tyle radości, mam nadzieję radości i tak dziękuję, że jesteście – mówiła. Była też mocno zaskoczona, gdy dowiedziała się, że w sobotnie popołudnie jej finał transmitowano nawet... w kinach. – Naprawdę? No szkoda, że na ten finał akurat – rzuciła żartobliwie. Jak poinformowało biuro prasowe WBD i TVN: mecz Chwalińska - Andriejewą w TVN i Eurosporcie 1 oglądało aż 3,5 miliona widzów...
Podczas konferencji nie zabrakło pytań o rosnącą popularność tenisistki i zachwyty nad jej stylem gry. Chwalińska przyznała, że cieszy ją ten pozytywny odbiór. – Cieszę się bardzo, że ludziom się to podoba, bo jednak jest to też widowisko myślę. I właśnie celem tego jest między innymi tenisa. Jest między innymi to, żeby ludziom się to podobało i żeby czerpali radość z oglądania. Także cieszę się, że ludziom się to podoba. Niektórym... – stwierdziła.
Maja Chwalińska na konferencji prasowej w Warszawie [Zdjęcia]
Ogromny sukces sportowy sprawił, że wokół zawodniczki zrobiło się bardzo głośno. Sama tenisistka z dystansem podchodzi jednak do medialnego szumu. – Ja nie jestem za bardzo w tych mediach, szczerze mówiąc, bo myślę, że bym zwariowała – przyznała.
Zapytaliśmy ją, czy któryś z meczów kwalifikacyjnych był dla niej trudniejszy od jakiegoś z tzw. głównej drabinki. – Na pewno mecz trzeciej rundy [kwalifikacyjnej] był dla mnie piekielnie trudny, bo bardzo chciałam wygrać i czułam, że muszę, szczerze mówiąc. Więc czułam tę presję większą i ten stres także. Myślę, że to był taki mecz, w którym było dla mnie najciężej mentalnie – wyznała.
Przed Polką teraz szybkie przejście na trawę i przygotowania do kolejnej części sezonu. Chwalińska nie ukrywa, że właśnie ta nawierzchnia daje jej sporo satysfakcji. – Bardzo lubię grać na trawie i myślę, że mój tenis też pasuje do tego, żeby na trawie grać dobrze, bo mogę wykorzystywać dużo swojego czucia, geometrii kortu, slajsów, skrótów. Także na pewno jest to duża zmiana, ale bardzo, bardzo zawsze czerpałam radość z gry na trawie. Tego czasu nie ma za dużo na zaadoptowanie, ale zobaczymy. Na pewno duże wyzwanie, ale cieszę się na nie – zakończyła finalistka Roland Garros.