- Maja Chwalińska po powrocie z French Open wzruszająco opowiedziała o emocjach, walce z ciałem i utracie ważnego dla niej miejsca.
- Finalistka zaskoczyła wyznaniem, co najbardziej zapamięta z Paryża, oraz zdradziła, co usłyszała od Igi Świątek.
- Sprawdź, jakie proste marzenia ma teraz polska bohaterka po sukcesie i jak planuje odzyskać siły!
Wzruszający mural i dramatyczna walka z własnym ciałem
Maja Chwalińska, sensacyjna finalistka French Open, jest już w Polsce. Wróciła nie jako gwiazda, ale jako skromna dziewczyna, która wciąż próbuje oswoić się z szaleństwem, jakie rozpętało się wokół jej osoby. Podczas pierwszej konferencji prasowej nie kryła ogromnych emocji. Prawdziwa tama puściła, gdy zapytano ją o mural, który powstał na jej cześć w rodzinnym mieście. Ten gest, choć piękny, przywołał bolesne wspomnienia.
- Mural mnie wzruszył, bo wychowywałam się na tych kortach - wyznała łamiącym się głosem. - Korty przestały funkcjonować, miała tam być jakaś inwestycja. One już chyba nie będą działały - dodała, z trudem powstrzymując płacz.
Przeczytaj także: Maja Chwalińska wylądowała w Polsce. Niesamowite sceny na lotnisku! Zdjęcia pokazują każdy szczegół
Okazuje się, że jej droga do finału była usłana nie tylko różami, ale i cierniami. Tenisistka opowiedziała o dramatycznych chwilach, jakie przeżywała w trakcie turnieju. Jej bajkowa historia mogła skończyć się koszmarem znacznie wcześniej.
- Najtrudniejszy moment był w drugiej rundzie, kiedy moje ciało odmawiało posłuszeństwa. I w meczu z Marią Sakkari, kiedy miałam gorszy dzień i spotkanie mi się nie układało. Cieszę się, że odkopałam rezerwy i wygrałam - przyznała, pokazując, że za każdym uśmiechem kryła się tytaniczna walka z bólem i własnymi słabościami.
"Zapamiętam 14 pizz, a nie mecze!". Szokujące wspomnienia z Paryża
Co najbardziej zapadnie jej w pamięć z historycznego turnieju w Paryżu? Odpowiedź może zwalić z nóg! To nie decydujące piłki, nie owacje publiczności, a... kulinarna rozpusta jej sztabu. To wyznanie pokazuje, jak bardzo jest normalną, twardo stąpającą po ziemi dziewczyną.
- Nie będę pamiętała nic z meczów. Zapamiętam 14 pizz, które zjedli moi trenerzy w trzy tygodnie. Widok mojego trenera będzie mi o tym przypominał - śmiała się Chwalińska. Dodała jednak, że są chwile, które na zawsze pozostaną w jej sercu. - Zapamiętam wywiad z legendami tenisa, Andre Agassim i Johnem McEnroe, oraz samą ceremonię finałową. To były momenty nie do zapomnienia.
Tylko gratulacje od Igi i proste marzenia. O czym śni bohaterka?
Cała Polska z zapartym tchem śledziła poczynania Mai, zastanawiając się, jak wyglądały jej relacje z numerem jeden na świecie, Igą Świątek. Chwalińska, pytana o kontakt z wielką mistrzynią, ucięła wszelkie spekulacje, stawiając sprawę jasno i konkretnie.
- W trakcie turnieju otrzymywałam od Igi gratulacje i miłe słowa. To było wszystko - stwierdziła krótko, dając do zrozumienia, że relacje między nimi są czysto profesjonalne.
Zobacz też: Porośnięte mchem pierwsze korty Mai Chwalińskiej. Dramatyczny stan, mają zostać zrównane z ziemią
A o czym teraz marzy bohaterka, która przez ostatnie tygodnie żyła pod niewyobrażalną presją? Okazuje się, że jej pragnienia są niezwykle proste i rozczulająco ludzkie. Zapytana wprost o to, czy w jej życiu prywatnym, w sercu, coś się zmieniło, odpowiedziała z rozbrajającą szczerością.
- Nic się nie zmieniło, nie mam. Teraz najbardziej chciałabym się dobrze wyspać i dobrze zjeść - wyznała.
Po tygodniach walki, adrenaliny i życia na najwyższych obrotach, Maja Chwalińska pragnie tylko spokoju. Najbliższe dni zamierza spędzić z dala od zgiełku, fleszy i medialnego szumu, by naładować baterie i w ciszy przetrawić to, co się wydarzyło.
- Wiem, że mam kilka dni wolnego i na tym się skupiam. Będzie to wypoczynek nad morzem - zdradziła swoje plany na zasłużoną regenerację.