Dla Igi był to pierwszy występ od miesiąca. Ostatni raz pojawiła się na korcie podczas Wimbledonu (przegrana w 3. rundzie). Od tamtej pory zrobiła sobie przerwę od rywalizacji, a przed meczem z Bejlek podziwiała nawet rogi nosorożca w największym muzeum w Kanadzie.
– Przyjechałam wcześniej, ponieważ byłam w Bostonie na koncercie Ariany Grande. Miałam dużo czasu na przygotowania, więc jestem bardzo szczęśliwa, bo miałam okazję porozmawiać z trenerem i zmienić kilka rzeczy. Jestem szczęśliwa, że przyjechałam wcześniej, to świetne miasto, jest sporo do zrobienia, więc spędziłam tu naprawdę dobry czas przed turniejem – wyjawiła Raszynianka.
Mecz z Bejlek od początku układał się po jej myśli. Świątek narzuciła rywalce swoje warunki gry i "na sucho" wygrała pierwszą partię. W drugiej szybko wypracowała sobie przewagę 3:0, jednak Czeszka zdołała odpowiedzieć, zapisując na swoim koncie dwa kolejne gemy. Kluczowy okazał się następny gem, który trwał aż 20 minut i ostatecznie padł łupem Polki. Po jego wygraniu Świątek odzyskała pełną kontrolę nad meczem i przypieczętowała zwycięstwo w dwóch setach. Teraz zagra ze Szwajcarką Viktoriją Golubic.
ZOBACZ TEŻ: WTA Toronto: Maja Chwalińska za burtą. Przegrała z Talią Gibson [RELACJA NA ŻYWO]
Jak się okazało, w Toronto nieobecny jest Francisco Roig, szkoleniowiec Igi. – On mnie inspiruje do tego, żeby spojrzeć na tenis z innej strony. Staram się tak robić, mimo wielu wzlotów i upadków. Chodzi jednak o proces, o to, żeby próbować. Cieszę się, że go mam w zespole. Nie ma go tu ze mną w tym tygodniu, ale ogląda mnie, jesteśmy w kontakcie i zobaczymy się w Cincinnati – skomentowała.
Maja Chwalińska już w 2. rundzie musiała zmierzyć się z bardzo solidną Talią Gibson i niestety nie podołała wyzwaniu. Australijka wygrała 7:5, 6:1.