– To był niesamowity turniej dla Mai. W sumie taki zmieniający życie o 180 stopni - powiedziała Świątek w rozmowie z serwisem WP Sportowe Fakty. – Najbardziej można podziwiać to, jaką drogę przeszła. Piękna historia, która pokazuje, w jaki sposób można osiągnąć sukces w sporcie – dodała.
Liderka polskiego tenisa podkreśliła, że osiągnięcie Chwalińskiej wywołało u niej ogromną radość. – Wygrała z naprawdę super zawodniczkami i miała okazję przeżyć te wszystkie emocje, które towarzyszą uczestnikom na ostatnim etapie w Wielkim Szlemie. Bo jest to coś zupełnie innego niż w pozostałych turniejach.
Choć oglądała występy Chwalińskiej przez cały turniej na kortach Rolanda Garrosa, to... finałowego spotkania już nie zobaczyła. – Oglądałam każdy mecz poza finałem, bo wtedy już wróciłam do treningów – wytłumaczyła.
Kibice tenisa z niecierpliwością czekali na "mały cud", bo tak można było jeszcze niedawno określić "dziką kartę" dla Chwalińskiej. W kolejce przed Polką ustawiło się wiele nazwisk, chociażby legendarna Serena Williams, siedmikrotna mistrzyni Wimbledonu. Maja w Londynie potrafiła na razie dotrzeć tylko do 2. rundy. Wiele wskazywało na to, że – tak jak w przypadku French Open – Chwalińska będzie musiała zagrać w kwalifikacjach. Na szczęście Chwalińska otrzymała od organizatorów Wimbledonu "dziką kartę".
– Wiem, ile Maja przeszła, więc cieszę się, że odmieniła swoje życie tym, co wypracowała w Paryżu – stwierdziła Świątek, która z kolei będzie w tym roku bronić tytułu zdobytego na Wimbledonie przed rokiem.
Początek turnieju na kortach All England Clubu 29 czerwca, finał 12 lipca. Wszystko wskazuje na to, że we wtorek poznamy wszystkich właścicieli "dzikich kart".