– Uważam, że jakiekolwiek problemy powinny być załatwiane między PKOl a PZN. Nie doszło wcześniej do takiego spotkania, nad czym ubolewam – zakomunikował PAP minister Rutnicki. – Przecież podczas obrad zarządu PKOl osoba z PZN nie została wpuszczona. Taka jest rola ministra, by w tym momencie rozmawiać, mediować, w taki sposób, by te sprawy zostały pilnie wyjaśnione „od a do zet” i żeby na ostatniej prostej polscy sportowcy mogli się koncentrować tylko i wyłącznie na tym, by jak najlepiej reprezentować naszą ojczyznę podczas igrzysk – deklarował wyraźnie szef resortu.
Zamieszanie rozpoczęło się już w poniedziałek i do góry nogami wywróciło całą pracę PKOl na ostatniej prostej przed zimowymi igrzyskami. W kadrze narciarzy alpejskich na imprezę czterolecia znaleźli się Piotr Habdas i Nikola Komorowska, ale wystarczyły godziny, by doszło do zmian. Teraz kadrę stanowią, oprócz Maryny Gąsienicy-Daniel, Aniela Sawicka i Michał Jasiczek, choć PZN forsował właśnie Komorowską i Habdasa.
Radosław Piesiewicz podważa kompetencje Adama Małysza jako prezesa PZN. Z kolei legendarny skoczek stracił zaufanie do szefa PKOl, zarzucając mu brak transparentności. – Sam dmuchałem w telewizor, żeby leciał jak najdalej i zdobywał medale dla Polski. Ale czym innym jest teraz Adam Małysz, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, w którym jest bardzo dużo niedociągnięć. Prezes daje nam powody, by martwić się tym, co dzieje się dziś w Polskim Związku Narciarskim. Mam bardzo dużo dokumentów i cieszę się, że wreszcie będę mógł pokazać te dokumenty panu ministrowi – zapowiadał Piesiewicz w rozmowie z portalem Weszło.
Czy dojdzie do trwałego pojednania? Przekonamy się podczas igrzysk. Nic tak w sporcie nie koi konfliktów, jak sportowy sukces. Pozostaje czekać na olimpijskie medale we Włoszech...