– Telefon pewnie rozgrzany?
– Gorąco od samego rana, mamy w szkole urwanie głowy: z telewizjami, ze wszystkim. Trochę Kacper zrobił młyn, ale taki młyn może być.
Wszyscy są szczęśliwi i dumni z tego sukcesu. Co by nie mówić: Kacper był sześć lat u nas uczniem w szkole (Ukończył Szkołę Mistrzostwa Sportowego Szczyrk im. Polskich Olimpijczyków - przyp.). Zawsze dał się lubić. Był takim zawodnikiem, którego się ceni i z którego pomocy też koledzy i koleżanki mogli korzystać. Wszyscy z zaciśniętymi kciukami ten konkurs oglądali. Cała szkoła i społeczność, nie tylko skoków, ale wszystkich sportów zimowych świętuje. Ten sezon jest trochę średni, bo tego dobrego było niewiele, oprócz występów Kacpra. Natomiast ten medal to będzie paliwo do dalszej pracy.
– Co wyście sobie w ogóle powiedzieli na gorąco po tym sukcesie?
– Szczerze przyznam, że porozmawiać nie mieliśmy okazji, bo po prostu Kacper miał tyle obowiązków medialnych... Był niesamowicie rozchwytywany. Wymieniliśmy tylko tylko kilka wiadomości na WhatsAppie: pierwsze gratulacje i odczucia. Teraz wszystkie media starały się mieć pierwszeństwo, by z nim porozmawiać, poznać, była rodzina na miejscu. Jest to spore szczęście, ale czułem z wypowiedzi Kacpra, czy też gdy widziałem go w telewizji, że poczuł gigantyczną ulgę po tym drugim skoku. Pierwszy raz chyba w tym sezonie widziałem, aby Kacper się tak radował.
– Był trener pewny, że wytrzyma presję i ten drugi skok będzie skokiem po medal? Czołówka po 1. serii była dosyć sensacyjna, każdy z nich mógł się spalić psychicznie, najmniej chyba jednak Kacper, który już dał się poznać z dużej odporności na stres.
– Szczerze powiedziawszy to liczyłem, że uda się mu zrobić medal, ale że nawet srebrny?! Natomiast jak już widziałem go na belce i zobaczyłem ten taki jego wydech spokoju, to czułem, że skok będzie dobry. A w tej pierwszej serii Kacper się błędów nie ustrzegł, bo delikatnie się "zawczasu" odbił, dlatego mogło to być już rozstrzygnięte po pierwszej serii (śmiech). I tak jak mówisz: Kacper jest na tyle fajnie ułożony i przygotowany, że on po prostu zrobił swoje. Podejrzewam, że nie skupiał się na wyniku, tylko na tym, że jak skoczy to już wszystko się poskłada. I tak się też stało.
– Jak trzeba było z Kacprem pracować, by on był taki spokojny? Jeszcze wiele minut po konkursie chyba nawet nie docierało do niego, co osiągnął. Bo to oczywiście zasługa Sławomira Hankusa, Wojciecha Topora, Roberta Matei, od kilku miesięcy Macieja Masiusiaka. Jarosław Konior i Daniel Kwiatkowski – ich też trzeba wymienić (przepraszam tych niewymienionych).
– Można śmiało powiedzieć, że Kacper od samego początku po prostu jest taką osobą. On ma taką osobowość bardzo spokojną, wyważoną, bardzo analityczną. Myślę, że on sam przekonywał się o swoich atutach podczas treningów. Przekonywał się o tym, że jeżeli będzie pracował w taki sposób, jak pracuje, czyli w sposób analityczny i spokojny, to przyniesie mu to sukces. Ale on naprawdę na co dzień jest bardzo wyważony, bardzo rozsądny, nie jest krzykliwy. On sobie musi wszystko poukładać i przemyśleć. I myślę, że to jest jego klucz do sukcesu. Nie poddał się tej całej tej otoczce igrzysk. Wiadomo, że dla większości to niepojęte, bo to debiutant, skoki w Predazzo to impreza czterolecia, a on startuje jakby to były zawody podwórkowe dla jakiś młodzików. On od małego przejawiał takie zachowanie, taką mentalną dojrzałość.
– Pytanie, które ciśnie się na usta: woda sodowa Kacprowi chyba nie grozi?
- Myślę, że nie, bo wiele osób o to pyta i właśnie to się teraz - tak podejrzewam - stanie tematem numer jeden. Kacper sobie na to nie pozwoli, bo doskonale wie, jak sobie z tym radzić. Rodzina też mu na to nie pozwoli. Rodzice Kacpra to są wspaniali pedagogowie. Przygotowywali go do tej pory, więc myślę, że będą przy nim, mimo że to już chłopak pełnoletni. Na pewno jednak będą trzymać pieczę nad jego dalszą karierą i nic złego nie powinno się wydarzyć.
– Pan to chyba też musiał kilka łez wyrzucić z siebie tuż po konkursie?
– Jest ogromny zachwyt tym, co Kacper zrobił. To dla mnie wielka duma, bo sześć lat pracowałem z nim, jako zawodnikiem. Można powiedzieć, że 1/3 życia. Cieszę się bardzo z tego, że mogłem uczestniczyć w kształtowaniu jego charakteru i sportowej tej kariery. Nie powinniśmy jakoś pompować balonika, choć on już jest napompowany i mam nadzieję, że ten balon go poniesie. Można powiedzieć, że wszystko składa się na to, że mamy narodzenie kolejnej sportowej legendy.
– Kiedy Pan poczuł, że ma do czynienia z talentem takiego kalibru? Dużo kibiców usłyszało o Kacprze przy okazji MŚ Juniorów w Whistler, niektórzy wiedzieli oczywiście o nim wcześniej, teraz jego sukces świętuje cały kraj...
– Na pewno takim punktem w jego w tej początkowej przygodzie, gdy już wiedzieliśmy, że jest w stanie rywalizować z najlepszymi, to właśnie Whistler. On tak naprawdę na tą imprezę (początek 2023 roku) załapał się na "ostatniego", bo pojechał jako rezerwowy. W treningach okazało się, że skacze super i wystawiono go do zawodów. I on, zupełnie niespodziewanie, był czwarty. Cieszę się, że udało nam się Kacprem "zarządzać" potem przez kolejne dwa lata. Bo jak zauważymy, to w ostatnim czasie, szczególnie dwa lata temu, nie widzieliśmy go jakoś często na zawodach Pucharu Kontynentalnego, czy Pucharze FIS. Kacper spokojnie trenował. Jeśli był w dobrej dyspozycji, to wysłaliśmy go na zawody, na których zdobywał niezłe miejsca. Udało mu się otrzeć o podium, czy wygrać FIS Cup w Zakopanem, ale zaraz po tym... z powrotem do koszarów (śmiech). Myślę, że to był taki klucz do tego, by on się fajnie zbudował. Nie "wystrzelił" się za szybko z tych dobrych wyników i teraz jest w pełni przygotowany do rywalizacji z najlepszymi na świecie.
Dziś konkurs drużyn mieszanych. Kacper Tomasiak wraca na skocznię w Predazzo, wystąpi razem z Pawłem Wąskiem oraz Anną Twardosz i Polą Bełtowską. Start o godz. 18.45. Transmisje z igrzysk olimpijskich Mediolan Cortina w Eurosporcie i HBO Max.