- Kacper Tomasiak zdobył medal igrzysk olimpijskich na skoczni w Predazzo
- Srebro otrzymał z rąk Mai Włoszczowskiej, która była na skoczni, ale nie była do tego przydzielona
- Za kulisami było małe zamieszanie. „Maślane oczy” Polki przyniosły jednak efekt!
Obrazek Mai Włoszczowskiej wieszającej srebrny medal na szyi wzruszonego Kacpra Tomasiaka obiegnie świat. Jednak ta piękna klamra spinająca letnią i zimową historię polskiego olimpizmu to efekt improwizacji i skutecznej "dyplomacji" naszej mistrzyni w kuluarach.
Gdy 19-letni skoczek z Bielska-Białej zapewnił sobie wicemistrzostwo olimpijskie, w polskim obozie zapanowała euforia. Maja Włoszczowska, obecna na igrzyskach jako członkini Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, postanowiła działać, mimo że protokół dyplomatyczny przewidywał inny scenariusz.
Zamieszanie przed wręczeniem medalu Tomasiakowi!
Zgodnie z harmonogramem, honory dekorowania najlepszych skoczków na normalnym obiekcie miał pełnić przedstawiciel komitetu olimpijskiego z Mongolii. Polka nie była uwzględniona w planie tej konkretnej ceremonii.
Jak wyjaśniła Włoszczowska, system przydzielania ról podczas dekoracji jest sztywny i opiera się na hierarchii. – My się zgłaszamy na te ceremonie, na które byśmy chcieli, natomiast bardzo często jest tak, że jest wielu chętnych, no i wówczas liczy się jednak priorytet pozycji w MKOl-u – tłumaczyła dwukrotna wicemistrzyni olimpijska w rozmowie z TVP Sport.
Jan Tomaszewski grzmi po medalu Tomasiaka! Wskazał prawdziwych autorów sukcesu
Maja Włoszczowska puszczała „maślane oczy”
Tym razem jednak decydująca okazała się nie ranga w strukturach, a determinacja Polki. Włoszczowska przyznała, że przyjechała na ceremonię "przygotowana", licząc na łut szczęścia i dobrą wolę kolegów z komitetu.
– Często jest tak, że się wymieniamy ceremoniami, tak jak tutaj dzisiaj - ja nie byłam zaplanowana (...). No i takimi maślanymi oczkami spoglądałam w stronę członka MKOl-u z Mongolii, czy jeżeli będziemy mieli szansę, to czy zechce się zamienić – zdradziła kulisy Włoszczowska.
Taktyka okazała się skuteczna. Mongolski działacz, widząc sukces Polaka i zaangażowanie Włoszczowskiej, "z przyjemnością" odstąpił jej swoje miejsce. Dzięki tej dżentelmeńskiej postawie Kacper Tomasiak mógł odebrać swój pierwszy olimpijski krążek z rąk rodaczki i legendy sportu, co wywołało u niego niezapomniane łzy wzruszenia.
