- Maria Żodzik, polska wicemistrzyni świata i Europy w skoku wzwyż, opowiada o swojej drodze na szczyt – od pracy w fast foodzie po reprezentowanie Polski.
- Lekkoatletka z Białorusi stanęła przed dramatycznym wyborem: kontynuować karierę w Polsce albo ją zakończyć, co doprowadziło do jej kluczowej decyzji.
- Poznaj inspirującą historię Marii Żodzik, dowiedz się, jak odnalazła się w Polsce i jakie sportowe marzenie napędza ją do dalszych sukcesów!
Od frytek w McDonald's do medali dla Polski
Historia Marii Żodzik to gotowy scenariusz na film. Zanim została wicemistrzynią świata i Europy w skoku wzwyż, a jej nazwisko zaczęto wymieniać w gronie najlepszych lekkoatletek, jej życie wyglądało zupełnie inaczej. Urodzona w Baranowiczach na Białorusi sportsmenka ma polskie korzenie, a od ponad trzech lat mieszka w naszym kraju, reprezentując biało-czerwone barwy. Zanim zaczęła zdobywać laury dla Polski, pracowała w popularnym McDonald's. Sama zawodniczka podchodzi do tego z dystansem.
- Wiem, że to jest w internecie i dużo o tym piszą, ale to była tak chwilowa praca, nic tam strasznego nie było - uspokaja Maria Żodzik w rozmowie z "Super Expressem". - Ja smażyłam frytki, więc praca jak praca - dodaje z uśmiechem.
Przeczytaj także: Wiceprezes PKOl zdecydowanie o aferze Piesiewicza. To trzeba zrobić od razu
Polska albo koniec kariery. "Nie miałam wyboru"
Decyzja o przeprowadzce i zmianie reprezentacji nie była kaprysem, a koniecznością. Żodzik stanęła przed dramatycznym wyborem: kontynuować karierę w Polsce albo całkowicie porzucić sport. Dla kogoś, kto kocha lekkoatletykę, odpowiedź była prosta.
- Nie miałam wyboru, więc taka była decyzja. Albo kontynuuję sport, albo zmieniam kraj i to była łatwa decyzja dla mnie - wyjaśnia. - Bo ja lubię lekką atletykę i pomyślałam: czemu by nie poskakać jeszcze kilka lat, jeżeli mam taką możliwość?
Jak sama przyznaje, skok wzwyż był dla niej naturalnym kierunkiem. Mimo imponującego wzrostu, nigdy nie ciągnęło jej do sportów drużynowych.
- Szczerze mówiąc, nie myślałam o siatkówce czy koszykówce. Nie bardzo lubię gry zespołowe i z piłkami też nie bardzo, więc chodziło raczej o pływanie i o lekkoatletykę. Wybrałam lekką - tłumaczy.
"W Polsce czuję się jak w domu"
Od momentu otrzymania polskiego obywatelstwa w marcu 2024 roku, Maria Żodzik w pełni odnalazła się w nowej rzeczywistości. Podkreśla, że czuje się tutaj znakomicie i nie żałuje podjętej decyzji.
- Jest dobrze. Ja tutaj żyję, mieszkam i jest super. Czuję się jak w domu - mówi z przekonaniem. Jej zdaniem, między Polską a Białorusią jest wiele podobieństw, co ułatwiło jej aklimatyzację.
Zobacz też: Anastazja Kuś i "kariera przez pośladki". Jej ojciec już nie wytrzymał: Krok za daleko!
Najważniejsze jest dla niej wsparcie najbliższych. Rodzice, którzy zostali na Białorusi, w pełni zaakceptowali jej wybór.
- Moi rodzice super do tego podchodzą, więc to jedyne, co chcę wiedzieć - podkreśla lekkoatletka. Zapytana o to, czy może bez obaw odwiedzać rodzinne strony, odpowiada twierdząco.
Marzenie? Przełamać magiczną barierę
Mimo zdobycia srebra na mistrzostwach świata w Tokio i mistrzostwach Europy w Birmingham, Maria Żodzik wciąż ma apetyt na więcej. Jej największym sportowym celem jest pokonanie magicznej granicy dwóch metrów, co udało jej się raz w karierze, właśnie w finale w Tokio.
- Chciałabym jeszcze skoczyć dwa metry, byłoby super. Albo wyżej - zdradza swoje ambicje. - Dwa metry tylko raz mi się udało skoczyć, więc to jest trudne.
A co robi, gdy schodzi ze skoczni? Okazuje się, że po wyczerpujących treningach ceni sobie przede wszystkim spokój.
- Ja lubię siedzieć w domu, szczerze mówiąc. Różne aktywności mam na treningach, więc w domu jestem spokojna - kończy wicemistrzyni świata.