Poruszająca spowiedź Jakuba Szymańskiego. Przez rok żył w piekle, teraz płakał jak dziecko. "Nie miałem życia"

2026-03-22 12:08

Jakub Szymański wbiegł na metę i został halowym mistrzem świata w biegu na 60 metrów przez płotki. To jednak nie jest tylko historia o sportowym triumfie w Toruniu. To opowieść o rocznej, samotnej walce z demonami, o psychicznym piekle po dramatycznej porażce w Chinach i o łzach, które w końcu przyniosły ukojenie. Polak w poruszającej rozmowie zdradził, co działo się w jego głowie przez ostatni rok.

Mistrz świata Jakub Szymański opowiada, jak zdobył złoty medal
  • Po bolesnej porażce Jakub Szymański przez rok walczył z psychicznym kryzysem.
  • Zdobył złoto halowych MŚ, pokonując nie tylko rywali, ale i własne demony.
  • Jaką metodę obrał, by samotnie poradzić sobie z traumą i wrócić na szczyt?

Piekło po porażce w Chinach. "Nie miałem życia"

Dla Jakuba Szymańskiego złoty medal wywalczony w Toruniu to coś znacznie więcej niż zwieńczenie perfekcyjnego sezonu halowego. To rewanż za koszmar, który przeżył rok wcześniej podczas halowych mistrzostw w chińskim Nankinie. Pojechał tam w życiowej formie, gotowy na walkę o złoto, a wrócił ze złamanym sercem i duchem.

- Zostałem z niczym, zostałem z rozpaczą, nie miałem energii na sezon letni. To było duże podcięcie skrzydeł - wspomina Szymański. Porażka bolała tak bardzo, że odcisnęła piętno na całym jego życiu. - Przez rok psychicznie nie miałem życia. Wszystko, co było związane ze sportem, łączyło się z Chinami.

Przeczytaj także: Jakub Szymański na fali! Po rekordzie Polski chce złota Halowych Mistrzostw Świata w Toruniu

Jak sam przyznaje, trauma była tak głęboka, że wpływała nawet na jego fizjologię. Przez blisko 360 dni przeżywał ten sam koszmar.

- Wymyślałem dzień i noc, tuż po przebudzeniu zawsze o tym myślałem. Potem jak robię pomiar tętna, to mi wyskakuje, że mam 100 po obudzeniu, gdzie powinienem mieć 40, bo po prostu podnosi mi to zawsze ciśnienie - wyznaje lekkoatleta.

Co ciekawe, jego najbliżsi nie do końca zdawali sobie sprawę ze skali problemu.

- Rodzina myślała, że spłynęło to po mnie jak po kaczce. Myśleli, że ten start nie jest taki dotkliwy, że jestem taki młody. A ten start okazało się, że ciążył psychicznie, ale nie złamał mnie, tylko mnie wzmocnił - podkreśla mistrz.

Wymarzony rewanż i łzy szczęścia. "Wypłakałem się jak mały chłopiec"

Finał w Toruniu był kulminacją rocznych przygotowań, nie tylko fizycznych, ale przede wszystkim mentalnych. Szymański wiedział, że to jego chwila. Czuł wsparcie rodziny i polskiej publiczności, która niosła go do mety.

- Czekałem na ten dzień 360 dni. Jak zobaczyłem swoją rodzinę, która tam czeka, która kupiła bilety, to wiedziałem, że muszę to zrobić. Adrenalinę dała mi też publiczność, wiedziałem, że mi bardzo w tym pomoże - mówi.

Zobacz też: Jakub Szymański na fali! Po rekordzie Polski chce złota Halowych Mistrzostw Świata w Toruniu

Po przekroczeniu linii mety z czasem 7,40 s i zapewnieniu sobie tytułu mistrza świata, wszystkie skrywane przez rok emocje w końcu znalazły ujście.

- Praktycznie pierwszy raz w karierze zeszkliły mi się oczy. Potem przytuliłem się do taty, do mamy, do rodziny i po prostu się wypłakałem. Wypłakałem się jak mały chłopiec, bo po prostu tego potrzebowałem przez rok - wyznaje wzruszony Szymański.

To był moment absolutnego katharsis. Dzień, o którym marzył, stał się rzeczywistością.

- Teraz to się zmieni. Wymarzyłem sobie ten dzień. Wracam do domu, będę mógł spać normalnie i jak się będę budził, to będę miał wywalone na to, co jest jutro, bo mogę się cieszyć w końcu z tego, co dokonałem - dodaje.

Siła z porażki i głowa ze stali

Historia Jakuba Szymańskiego to dowód na to, jak wielką siłę można czerpać z porażek. Inspirując się największymi sportowcami, takimi jak Michael Jordan, Rafael Nadal czy Dayron Robles, zrozumiał, że upadki są częścią drogi na szczyt.

- Wygrane czy udane występy nie uczą tak mocno jak porażki - uważa Szymański.

Zobacz też: Piękna Pia Skrzyszowska faworytką do medalu HMŚ! Będzie sukces ZJAWISKOWEJ Polki?

Co niezwykłe, przez cały ten trudny okres nie korzystał z pomocy psychologa. Jak sam twierdzi, wypracował własne metody radzenia sobie ze stresem.

- Nie potrzebowałbym żadnego psychologa, ponieważ jestem odmienny i radzę sobie dobrze z problemami sam, bo dużo ze sobą rozmawiam i uważam, że jest to wielka i bardzo pomocna metoda - wyjaśnia.

Znasz tych sportowców, którzy poszli w politykę? Sprawdź swoją pamięć w QUIZIE! Od 7 pytania zaczynają się schody
Pytanie 1 z 10
Były piłkarz reprezentacji Grzegorz Lato w latach 2001-2007 zasiadał w Senacie. Z ramienia której partii?
Super Sport SE Google News