We współczesnym futbolu pojawia się coraz więcej informacji i zdarzeń, które warto skomentować jedynie wzruszeniem ramion. Już przed startem mundialu wchodziła w grę taka ewentualność, ale gdy mundial stawia nas przed faktami (niedługo dokonanymi) to jednak jest zdziwienie.
Kanada, jako gospodarz, "przygotowała" więc swoją ścieżkę turniejową z założeniem, że wygra grupę. W takim przypadku zarówno spotkanie 1/16 finału, jak i ewentualny mecz 1/8 finału rozgrywałaby w Vancouver. Rzeczywistość okazała się jednak mniej korzystna.
Jeszcze przed starciem ze Szwajcarią ekipa Klonowego Liścia była praktycznie pewna awansu do fazy pucharowej. Helweci nie mieli już natomiast większej motywacji do gry na śmierć i życie w tym spotkaniu. Różnice pomiędzy drabinką dla zwycięzcy grupy B i zespołu, który zajmie drugie miejsce, są niewielkie, ale kluczowe z perspektywy gospodarzy.
FIFA przewidziała, że triumfator grupy będzie mógł rozegrać dwa kolejne mecze w Vancouver. Drużyna z drugiej lokaty musi natomiast przenieść się do Stanów Zjednoczonych i rywalizować najpierw w Kalifornii, a później – w przypadku awansu – w Teksasie. Kanadyjczycy, by grupę wygrać, musieli zremisować. Niestety ta sztuka im się nie udała, zespół z Europy wygrał 2:1.
W efekcie to Szwajcaria pozostaje w Vancouver i zachowuje bardziej komfortową ścieżkę turniejową. A Kanada natomiast będzie musiała udać się do... Inglewood pod Los Angeles. Stadion, na którym rozegra mecz z Republiką Południowej Afryki, znajduje się około 1700 kilometrów od jej bazy w Vancouver.
Po raz pierwszy w historii gospodarz mundialu zagra mecz poza swoim krajem. Przypomnijmy, to dopiero drugi mundial w historii, który nie jest rozgrywany w jednym kraju. W 2002 roku MŚ zorganizowali wspólnie Koreańczycy i Japończycy. Wtedy było blisko, by Korea Południowa zagrała finał turnieju w japońskiej Jokohamie, ale ekipa Guusa Hiddinka przegrała półfinał i o brąz zagrała w Daegu.
ZOBACZ TEŻ: Mundial 2026. Nie do wiary, co się stało w nocy! Oni naprawdę awansowali