Przed Lewandowskim i Małyszem
Robert Lewandowski z pewnością nie był więc pierwszym Polakiem, który miał zostać gwiazdą Rovers. Chociaż i ta historia została ostatnio wyjaśniona. W rozmowie z nami Sebastian Staszewski, autor książki "Lewandowski. Prawdziwy" potwierdził, cytując samego "Lewego", że przeprowadzka do Blackburn była daleka od faktycznych planów gwiazdora Barcelony. – Robert przyznaje wprost, ja nie chciałem iść do żadnej Anglii – mówił nam Staszewski.
Przed Lewandowskim, nawet przed Adamem Małyszem, który został bohaterem zjawiska zwanym "Małyszomanią" był on. I też to ocierało się o zjawisko, które można nazwać fenomenem. Marek Citko i "Citkomania", którego wizytówką był gol na Wembley z Anglikami i piękny lob nad Jose Francisco Moliną w meczu Widzew – Atletico Madryt w Lidze Mistrzów. Skalę "Citkomanii" zawsze opisuje fakt, że Marek Citko został Sportowcem Roku 1996 w plebiscycie Telewizji Polskiej, Programu III Polskiego Radia i "Super Expressu", wyprzedzając m.in. medalistów olimpijskich z Atlanty, takich jak Renata Mauer i Paweł Nastula, w końcu olimpijczycy z Atlanty przywieźli worki olimpijskich medali.
Ile oferował Blackburn i Inter? Wspominamy
Młodszym kibicom zawsze spieszy z pomocą fan page na Facebooku: "Usiądź, opowiem ci o piłce". Polecamy. A tam wspomnienia Marka Citki z wywiadu z 2012 roku: Dziewięć milionów dolarów dawało Blackburn, a mi milion funtów. Tyle że ja nie chciałem tam iść, bo mnie interesował odpowiedni poziom sportowy. A Blackburn walczyło o utrzymanie. Naciski były w Widzewie duże, właściciele grzali się, lecz w końcu powiedziałem: Dobrze zarabiam w Widzewie, mam za co żyć, a jak mam wyjeżdżać za granicę, to do klubu z czołowej czwórki, piątki, a nie do cieniasów.
Po latach niewiele się zmieniło, bo gdy mówiło się o transferze Lewandowskiego z Lecha do Blackburn, ekipa Rovers broniła się przed spadkiem. Zresztą spadła właśnie w sezonie 2011/12, czyli w drugim sezonie "Lewego" w Borussii Dortmund (mistrzowskim i z debiutem w Champions League).
I to właśnie klub grający w Lidze Mistrzów interesował Marka Citkę. Takim niewątpliwie mógł być Inter. Klub z Mediolanu oferował fortunę. "Inter Mediolan miał na transfer i mój trzyletni kontrakt 10 milionów dolarów. Ale skoro mieli zapłacić Widzewowi dziewięć milionów, bo tyle żądali, to nie miałem zamiaru tam iść, by w trzy lata zarobić milion dolarów. Włosi tłumaczyli: Okej, jeżeli klub weźmie pięć, to ty dostaniesz drugie pięć. Ale Widzew żądał zbyt wiele"